Jesteś tutaj » Publikacje » Znieczulenie » Rozdział 17
Rozdział 17

- Widzieli panowie cały sprzęt - Piotr zwraca się do starszego mężczyzny, który z zaciekawieniem przygląda się rozstawionym na stolikach monitorom. - Wszystko jest ustawione, a opcja dzień-noc włącza się automatycznie. W zasadzie macie tylko obserwować ekrany. Ponieważ chodzi o obserwację przez całą dobę, to musicie się jakoś podzielić dyżurami.

Nasz rozmówca ma około sześćdziesiątki i jest całkiem dobrze zbudowany. Twierdzi, że jest emerytowanym policjantem. Sprawdzam. Zgadza się. Na prawie jazdy widnieje nazwisko Witkowski.

- Czego mamy wypatrywać? - pyta.

- Wszystkiego co wam się wyda podejrzane - Piotr waha się przez chwilę.

- W zasadzie, myślę, że możemy wam powiedzieć - wchodzę mu w słowo. - Ktoś nam grozi. Obawiamy się, że może wprowadzić swoje groźby w czyn, albo po prostu próbować nas wystraszyć. Poza tym, sami nie wiemy wiele więcej. Nie znamy osoby, która nam grozi. Nie wiemy, czy w ogóle się pojawi. Zakładamy również, że jeżeli się tutaj pokaże, to nie będzie sama.

- Procedura jest następująca - Piotr przechodzi do konkretów. - Obserwujecie teren i monitory. Pięćset metrów od domu na drodze na północ i południe są zamontowane czujniki ruchu. Po uruchomieniu ich przez jakiś pojazd lub pieszego, włącza się alarm. Niestety, włączy się też, jeśli przez drogę przejdzie sarna, więc musicie ten alarm zweryfikować. Jeżeli stwierdzicie, że pojazd, bądź pieszy, zachowuje się podejrzanie, powiadamiacie nas przez linię wewnętrzną, która zadziała od razu po podniesieniu słuchawki. Jeżeli nie ma nas w domu, to wysyłacie przez Internet komunikat poprzez kliknięcie pola o nazwie "do wszystkich" i włączacie te przyciski - Piotr wskazuje na trzy wielkie guziki w metalowej skrzyneczce wielkości pudełka po herbatnikach. - Tylko nie wszystkie na raz. Po wciśnięciu każdego z nich, musicie odczekać minimum pół minuty. Pierwszy przycisk włącza sygnał dźwiękowy i świetlny, zamontowany na dachu budynku. Jest bardzo głośny. Ma na celu wystraszyć sprawców. Być może, w tym momencie odjadą. Drugi przycisk uruchamia syrenę alarmową, która znajduje się sześćset metrów na wschód. Wrażenie powinno być bardzo mocne. Tak, jakby zaraz miały się zjawić służby pożarnicze i policja z całego województwa. Gdyby do tej pory się nie wycofali, włączacie ostatni przycisk. Wolałbym, żeby do tego nie doszło, ale jak nie będzie wyjścia... Tym przyciskiem uruchamiacie zapalnik i te przygotowane koło bramy hałdy drewna naprawdę zaczną się palić. W tym momencie Ochotnicza Straż Pożarna w Czersku powinna zareagować. Zresztą, jak tylko dostanę sms, to będę z wami na linii i powiem, co robić. Jakieś pytania?

- - - - - - - - -


- Jedziesz na wybrzeże. Skontaktujesz się ze swoim informatorem z Pruszcza. Ale dyskretnie - powiedział zamykając drzwi. - Dowiedz się, czyj to pomysł i który z naszych z nimi współpracuje. Wyciągnij też wszystko z dochodzeniówki. Możesz wziąć Toyotę. Wieczorem czekam na pierwszy raport.

Był zdenerwowany. Zdenerwowany, jak nigdy przedtem. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby stracił człowieka. Natomiast utrata od razu czterech, i to najbardziej wtajemniczonych, to tragiczna strata dla jego interesów. Dodatkowo, nie wiadomo czy wśród tych, co zostali, nie ma jakiegoś kreta.

- Wieczorem to ja mam bankiet w Ministerstwie - Karskiemu nie przypadł do gustu pomysł natychmiastowego wyjazdu.

- A ja mam lot na Haiti - nerwy wzięły górę. - Ale jeśli wolisz kulkę w łeb, to nie ma sprawy.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Żaden nie chciał odpuścić, żeby nie pokazać słabości.

- Dwadzieścia ekstra - odezwał się w końcu Karski.

- Maksymalnie dziesięć i dwójka dla informatora - powiedział po chwili zastanowienia.

- Może być - Karski zgodził się po chwili. - Na początek, oczywiście.

- - - - - - - - -


- Myślisz, że coś znajdziemy? - Piotr prowadzi samochód bardzo pewnie. Zawsze stosuje się do wszystkich przepisów ruchu drogowego, co często doprowadza mnie do białej gorączki. Nikodem na tylnym siedzeniu czyta książeczkę o Scooby-doo. Zawozimy go do babci na kilka godzin. W tym czasie zrealizujemy nasze plany. Nie chcemy, żeby w nich uczestniczył. Im mniej jest zaangażowany w naszą sytuację, tym lepiej. Nie możemy pozwolić, żeby stracił poczucie bezpieczeństwa.

- Jestem pewna - mówię i ściszam głos. - Ojciec jest bałaganiarzem. Będzie miał totalny burdel. Zobaczysz. Nie ma szans, żeby nie zostawił jakiegoś śladu. Co więcej, jest jeszcze komputer. Przypuszczam, że nie wziął go ze sobą. Musimy tam coś znaleźć.

Wyciągam z torebki lusterko i sprawdzam, czy synek interesuje się książeczką czy tym, co dzieje się z przodu. W porządku. Chyba nie słucha.

- Nikuś, jak mama z tatą załatwią swoje sprawy, to pojedziemy do tego dużego sklepu na zakupy. OK?

- Hura! - krzyczy na cały głos. - Kupicie mi nowe Lego City?

- Zastanowimy się - śmieje się Piotr. - Może jakieś niewielkie pudełko. Jak będziesz grzeczny u babci.

- Ja zawsze jestem grzeczny u babci. Zapytajcie wujka Marka.

- Tak, tak - mówię. - My znamy wujka Marka. Nie powiedziałby inaczej nawet, jakbyś zdemolował cały dom.

- - - - - - - - -


Dzisiejszy update jest trochę inny niż dotychczasowe. Zazwyczaj dostaję aktualizacje do istniejących już programów, o których mam pojęcie, że są, ale w jakiś sposób nie są aktywne. Tak było na przykład z gazetami online. Cały czas je wyczuwałam, ale korzystać mogę z nich dopiero od siedemnastu dni. Tylko słowniki i encyklopedie były dostępne od samego początku. Do wszelkiego typu nowości muszę się chwilę przyzwyczajać, dlatego cieszę się, że aktualizują się najczęściej o szóstej rano i wieczorem, kiedy nie jestem "jeszcze" albo "już" zajęta tak intensywnie. Najpierw muszę je zaakceptować. Akceptuję całe pakiety, więc nie mogę natychmiast określić, co to jest. Dopiero po akceptacji otwiera się przede mną coś podobnego do folderu z aktualizacjami. Nabrałam już doświadczenia, więc czasami tylko ułamek sekundy jest mi potrzebny, aby przejrzeć nową zawartość.

Dzisiaj trochę się zdziwiłam, ponieważ dostałam pakiet, który jest zupełnie inny od wcześniejszych. Choćby pod względem nazwy i wielkości. Pakiet nosi nazwę Ero62442-1, co samo w sobie już jest dziwne. Nazwali pakiet moim symbolem, po którym jest myślnik i numer jeden. Sugeruje to wiele rzeczy. Przede wszystkim, że w założeniu ma się pojawić jakiś numer dwa i że jest to pierwszy pakiet przeznaczony tylko i wyłącznie dla mnie. Przychodzą mi na myśl jeszcze inne opcje. Na przykład, że może istnieć jeszcze jakiś inny Ero, który otrzymuje podobne pakiety. Doktorek przekonywał mnie, że jestem jedynym udanym eksperymentem i wówczas mówił prawdę, ale od tego czasu minęło już 157 dni i sytuacja mogła się zmienić.

Przeglądam z uwagą pakiet aktualizacji. Zawartość również wzbudza moje zdumienie. Uprawnienia i hasła do Krajowego Systemu Informacji Policji, aktualne zasoby IPN, majątek i źródła finansowania partii politycznych, Christopher Hadnagy "Socjotechnika. Sztuka zdobywania władzy nad umysłami", program do łamania szyfrów i zabezpieczeń, Niccolo Machiavelli "Książę" oraz szczegółowe plany budynków: Pałacu Prezydenckiego, kompleksu budynków sejmowych, Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Aresztu Śledczego Warszawa Mokotów i wiele, wiele innych.

Nie wierzę, że ten zestaw jest przypadkowy. Na pewno nie zostałby nazwany w ten sposób, gdyby był po prostu jednym z kolejnych. No i jest dość pokaźny, biorąc pod uwagę poprzednie. Patrzę we Właściwości. Cały pakiet ma 1017 megabajtów, czyli niemal jeden giga. Jest największy ze wszystkich, które dostałam do tej pory. Muszę to wszystko jakoś połączyć ze sobą. Nadal z porównywaniem danych mam pewien problem.