Jesteś tutaj » Publikacje » Znieczulenie » Rozdział 21
Rozdział 21

Dojeżdżamy do warsztatu. Jest za dziesięć trzecia. Wbrew przysłowiu, że "w marcu jak w garncu", dzień robi się bardzo słoneczny. Temperatura: czternaście stopni Celsjusza. Na niebie nieliczne białe chmurki. Cirrocumulus. Od teraz temperatura będzie spadać, bo słońce jest już nisko na niebie. Zajdzie za horyzont o siedemnastej dwadzieścia dwie. Teren warsztatu jest dosyć duży. Z tego, co znajduje się w zasięgu wzroku szacuję, że jakieś 2500m2, może ciut mniej. Osiemdziesiąt trzy metry od bramy stoi ciąg garaży, a z prawej strony mały sklepik z częściami samochodowymi. W ścianie znajduje się duża witryna, w której widać stojak z kołpakami. Sklep posiada wspólną ścianę z warsztatem. Trzy wrota prowadzą do trzech pomieszczeń, a w każdym z nich widzę cztery stanowiska robocze. Po lewej stronie znajduje się biuro z oszklonymi drzwiami. Do ściany biura przylega metalowy wysoki płot.

Parkujemy pięć metrów od biura. Piotr idzie się dowiedzieć, gdzie mamy podjechać. Założę się, że do środkowych wrót, bo tylko tam widać jakiś ruch. Rozglądam się. Przez okno w biurze obserwuje mnie jakiś młody chłopak. Wiek około 20-25 lat. Na parkingu stoi siedem aut, a na stanowiskach warsztatowych kolejne sześć. Generalnie, same typowe modele: Volkswagen, Toyota, dwa Fordy, stara Honda Accord, Cinquecento, Renówka, Skoda i Mercedes z lat osiemdziesiątych. Ponadto trzy ekskluzywne modele: srebrny Lexus IS 300h - założę się, że nie ma jeszcze dwóch latek, Infiniti Q60 Coupe - śliczny, w sam raz dla mnie, i piaskowy Porsche Cayenne. Nie mogę oderwać od nich wzroku.

Po parkingu przechadza się kolejny młody chłopak, w podobnym wieku do tego za oknem. Piotr podchodzi do środkowej bramy i pokazuje mi, że mam podjechać. Wjeżdżam do warsztatu i wysiadam z samochodu.

- Zostań w środku - mówię do męża. - Ja pospaceruję na zewnątrz.

Omówiliśmy strategię już wcześniej i wiemy dokładnie, co każde z nas ma robić. Piotr obserwuje wymianę oleju i rozgląda się po wnętrzu, ja mam zlustrować podwórze.

Wychodzę na parking i wyciągam telefon komórkowy. Udaję, że z kimś rozmawiam. To jest najlepszy sposób prowadzenia obserwacji. W ten sposób można udawać rozmowę telefoniczną nawet i pół godziny. W tym czasie można wszystko dokładnie obejrzeć, nagrać na dyktafon i obfotografować. Zaczynam udawaną rozmowę i rozglądam się spod przymrużonych powiek.

Przez pierwsze dziesięć minut nic ciekawego się nie dzieje. Staram się nie podchodzić do tego chłopaka, który kręci się po parkingu. Mija kolejna minuta i słyszę głośny zgrzyt metalu. Odwracam się i widzę, że jedno przęsło płotu się otwiera. Jest to ten fragment płotu najbliżej biura. Okazuje się, że nie jest to przęsło, a najzwyklejsza w świecie brama. Tak sprytnie wykonana, że od strony parkingu nie widać ani zawiasów, ani uchwytów. Po prostu fragment płotu sugerujący granicę posesji. Ktoś się mocno napracował, żeby zyskać taki efekt. Co to oznacza? Tajemnicę. Aktualną, bo aktywną. Przez dosłownie kilka sekund mam widok na sporej wielkości plac. Po rozmiarze wycinka obliczam, że obszar tego placu to kolejne 2500 metrów kwadratowych. Razem daje to imponujący metraż. Nawet, jeśli jest przeznaczony tylko na legalną działalność warsztatową. Zza płotu wyjeżdża stary, biały Mercedes Sprinter. W szoferce dwie osoby, mężczyźni. Brama za nimi zamyka się natychmiast. Bez sensu. Ktoś otwiera ukrytą bramę w biały dzień i z pośpiechem ją zamyka tak, że potencjalny obserwator od razu wie, że coś jest na rzeczy i warto byłoby się zainteresować. Mercedes zatrzymuje się piętnaście metrów ode mnie, a młody chłopak, który dotychczas spacerował na parkingu, podchodzi do szoferki.

- Wszystko wzięliście? - pyta kierowcę ściszonym głosem.

Ledwo słyszę, ale staram się ich bacznie obserwować. Okazuje się, że czytanie z ruchu warg jest bardzo przydatną umiejętnością.

- Taaaa. Ciulowo popakowane - pasażer Mercedesa jest bardzo niezadowolony. - Musieliśmy jeszcze raz zabezpieczyć paczki, bo się rozpadały. Następnym razem sam będziesz pakował. A tak w sumie, to jak się nie znasz, to się nie bierz. Wiesz, co by było, gdyby nam się to gdzieś rozsypało na trasie?

- Dobra, dobra. Nie przesadzaj. Było zrobione tak, jak miało być - chłopak wyciąga telefon z kieszeni. - Czekajcie chwilę. Zadzwonię po szefa.

Wybiera numer i przykłada słuchawkę do ucha.

- Szefie. Właśnie wyjeżdżają - słucha przez chwilę odpowiedzi i kiwa głową. - Tak. Zaraz im powiem - szybko kończy rozmowę.

- Dwie paczki zostawiacie w Białym. Te z oznaczeniem B. A reszta jedzie do końca. O której będziecie na miejscu?

- Trzeba liczyć cztery godziny. Po siódmej.

- OK. Od siódmej ktoś będzie tam na was czekał.

Szyba w oknie podnosi się. Chłopak odchodzi. Mercedes odjeżdża. Patrzę w ślad za nim. Wyjeżdża na szosę w prawo. Mam uzasadnione podejrzenia, że Biały to Białystok.

- - - - - - - - -


OPIS BADANIA

SESJA: 23/2051

OBIEKT: ERO 62442

CEL: Sprawdzenie umiejętności asocjacyjnych ze wspomaganiem ECW050

NUMER PAKIETU DANYCH: E54A (et priori)

WIEK: 29 lat

PŁEĆ: K

KOORDYNATOR: 21239

PRZEBIEG BADANIA:

Godzinę przed badaniem obiekt otrzymał pakiet plików o numerze: E54A. W pierwszej fazie badania sprawdzano parametry dostępu i czas reakcji. Zadano obiektowi 10 pytań kontrolnych. Faza druga polegała na wykluczeniu błędów w dostępie do bazy danych. Na tym etapie zastosowano metodę zagłuszania impulsami elektronicznymi.

W fazie trzeciej obiekt otrzymał serię 100 pytań, których celem było sprawdzenie umiejętności asocjacyjnych w obrębie danych z pakietu E54A oraz w obrębie pakietów przesłanych na potrzeby wcześniejszych sesji.

WNIOSKI:

Parametry dostępu bez zastrzeżeń. Czas reakcji 0,08 sekundy. Umiejętności asocjacyjne i wyciąganie wniosków zajmuje obiektowi od 1,6 do 7,8 min. Jest to wynik nadal niezadowalający względem założeń. Od czasu rozpoczęcia badań nad ECW050 umiejętności asocjacyjne obiektu poprawiły się jednak średnio o 37,9%.

- - - - - - - - -


Piotr wyjeżdża z garażu zaraz po tym, gdy Mercedes znika za rogiem. Myślę przez chwilę o tym, aby pojechać w ślad za tym samochodem, ale od razu odrzucam ten pomysł jako bezsensowny. Mamy małe szanse dojechać niezauważeni przez kierowcę Mercedesa do celu przeznaczenia. Prawdopodobieństwo spenetrowania ładunku jest zerowe. Musimy jeszcze zapłacić za wymianę oleju, co zabierze nam cenne minuty i zmniejsza nasze szanse na dogonienie Mercedesa, jeśli nie jedzie do Białegostoku. Dodatkowo musimy oddać auto Radziowi na czas, bo może wpaść w panikę.

- Co robimy? - pyta Piotr.

- Na razie myślimy. Widziałeś, skąd wyjechał ten Mercedes?

- Nie mam pojęcia. Myślałem, że nie zauważyłem po prostu, jak wjeżdżał.

- Teraz się nie rozglądaj. Pójdę do biura zapłacić. Mercedes wyjechał z drugiego przęsła tego metalowego płotu za nami. Tam jest brama. Jak będę szła, to sobie obejrzyj. Będzie wyglądało jakbyś patrzył na mnie. Niezły numer, nie? Zobacz, czy mają tam jakieś zabezpieczenia. Chyba będziemy musieli tu wrócić.

Kieruję się w stronę biura zostawiając Piotra ze zdumionym wyrazem twarzy.