Jesteś tutaj » Publikacje » Znieczulenie » Rozdział 23
Rozdział 23

Na początku nie znajdujemy nic ciekawego, bo też nie za bardzo wiemy, gdzie szukać. W końcu Piotr nie jest informatykiem, a ja mam wiedzę czysto teoretyczną. Wpisujemy różne "stringi" w wyszukiwarkę. Za pierwszym podejściem szesnaście wyników. Wszystkie pliki ściągnięte z Internetu. Dokumentów własnych nie ma żadnych. Tak, jakby w ogóle nic nie pisał na komputerze. Ale programy do robienia notatek i edytowania tekstów są zainstalowane. Być może pozbył się wszystkich plików. Szukamy pod kolejnym hasłem. Wyrzuca nam 178 plików. Najstarsze z 2012 roku. Większość z tego to same śmieci. Wyciągi z konta albo pliki ściągnięte z Internetu. Najciekawsze z nich to "Tworzenie podobrazi malarskich". Dodatkowo, jakieś regulaminy stron internetowych i cenniki materiałów budowlanych. Nie znajdujemy dosłownie nic, co może nas naprowadzić na miejsce jego pobytu. Historia stron internetowych mówi nam nieco więcej. Mamy tutaj wyszukiwarkę połączeń lotniczych ze wszystkich lotnisk międzynarodowych w Polsce. Niestety, nie znajdujemy informacji o zapytaniach, jakie zostały wpisane w wyszukiwarkach. Znajdujemy też rozkłady jazdy PKS i MZK w Grudziądzu, oficjalną stronę miejską i całe mnóstwo rozrywkowych stron przeróżnej treści i maści. Powoli tracę cierpliwość i nadzieję, że znajdziemy jakiś trop. Idę do kuchni zrobić coś do jedzenia. Piotr nadal próbuje cokolwiek namierzyć.

- Anka! A twój ojciec nie miał skrzynki mailowej? - krzyczy do mnie z góry.

- Miał. A czemu pytasz?

- No bo w historii nie widzę, żeby na nią wchodził.

- Zobacz, czy nie ma jakiegoś programu do ściągania poczty na komputer.

- Jest - słyszę głos męża. - Niestety, zahasłowany. Masz jakiś pomysł?

- Jasne. Mnóstwo. Na przykład: robię córkę w konia i dobrze mi z tym. Tylko pamiętaj bez spacji. Albo: mam wszystko w D i spadam. Słowo na D możesz rozwinąć.

- Ja bym powiedział dosadniej - Piotr się śmieje do rozpuku.

- No dobra. Miał kiedyś maila o nazwie lordhenry, małpa, cośtam, kropka, com. Jak bym miała wybierać, to typowałabym lordhenry.

- Jak pisane?

- Tego nie wiem. Pewnie z małych liter, bez spacji.

- Bingo! - słyszę po chwili.

- No co ty?

Biegnę na górę tak szybko, że gubię po drodze jeden kapeć. Muszę po niego wrócić, ale już go nie zakładam. Staję przed Piotrem trzymając go w ręku.

- Zobacz - przekręca monitor w moją stronę. - Na to bym nie wpadł. Cała jego poczta. Mamy tutaj wszystko.

- Ja cię kręcę - mówię po przeczytaniu kilku linijek tekstu. - No to już wszystko jasne. Teraz tylko wystarczy go z tej słonecznej Florydy wykurzyć. Ciekawe tylko, jak.

- - - - - - - - -


Siedzieli w biurze całą grupą i oglądali zdjęcia z monitoringu. Właśnie w tej chwili na ekranie jakaś postać majstrowała przy oknie w baraku.

- Mówisz, że to była kobieta? - spytał.

- Tak - odpowiedział Piegus.

- I ten babsztyl tak cię urządził? - zerknął na Piegusa z niedowierzaniem.

Ten ma rękę w gipsie po łokieć i blado-siny ślad na szyi, miejscami nadbiegły krwią.

- Zaskoczyła mnie - wbił oczy w podłogę.

Postać na monitorze przecisnęła się przez okienko i znikła w środku budynku. Kamera na podczerwień zarejestrowała mnóstwo szczegółów, ale twarz i tak jest niemożliwa do zidentyfikowania.

- Gdzie byłeś do tej chwili?

- Poszedłem akurat do kibla - Piegusowi głos zaczął lekko drżeć.

- Właśnie wtedy? I co tak długo? Przecież minęło już jedenaście minut.

- Zrobiłem sobie też kawę w biurze.

- I chyba zdążyłeś ją jeszcze wychłeptać. Ja ci nie płacę za picie kawy, tylko za pilnowanie obiektu - miał straszną ochotę odstrzelić chłopakowi głowę. - Czy coś wyniosła?

- Nic nie miała w rękach, ale nie zdążyłem jej obszukać.

Piegus zaczął się pocić, tak mocno, że robiły mu się mokre ślady na koszuli pod pachami i nad brzuchem. Szybkim ruchem otarł czoło i zawstydzony wgapił się w ekran.

Na ekranie nic się nie działo przez około trzy minuty. Naraz pokazała się na chwilę głowa, a zaraz potem noga i postać wyszła przez okno.

- To zwykła złodziejka, szefie. Może narkomanka. Przyszła coś ukraść.

- Nie wydaje mi się - uciął szef. - Jeszcze raz. Po kolei. Byłeś w kiblu i co potem?

- Byłem w kiblu. Potem zrobiłem sobie kawę i zjadłem kanapkę. Jak wracałem, to zobaczyłem, że ktoś stoi przy oknie i coś przy nim grzebie. Nie wiedziałem, że już wychodzi. To wyglądało tak, jakby dopiero miała zamiar wchodzić. O, teraz to widać - wskazał palcem monitor.

Przez chwilę w milczeniu oglądali nagranie.

- Ja pierdolę. Ty jesteś jakaś pieprzona fajtłapa. Zobacz, jak ona cię urządziła.

- Bo ja właśnie miałem dzwonić do szefa. Chciałem wyciągnąć komórkę i wtedy się na mnie rzuciła.

- Ty idioto. Trzeba ją było najpierw związać. Wynoś mi się stąd.

- Ale... - Piegus próbował protestować.

- Won, bo ci złamię drugą łapę.

Obejrzał nagranie jeszcze raz. Dobrze, że nie znalazła skrytki, pomyślał. No i fuks, że akurat wszystko uprzątnęli. Tylko kto to, do cholery, jest?

- - - - - - - - -


- Rany. Ale się naczytałem - Piotr schodzi z góry z kartką w ręku.

- I czego się dowiedziałeś?

- Korespondencja zaczyna się cztery lata temu w marcu. Poznali się przez Internet na jakimś portalu randkowym. Pisali do siebie raczej niewinnie. Potem ona przyjechała. W lipcu. Od tej pory widzieli się jeszcze minimum trzy razy, z czego on na pewno był u niej przynajmniej raz. Potem przez jakiś rok się uspokoiło. To znaczy, ona pisała, a on tylko symbolicznie. Mam wrażenie, że trochę ją zbywał. Coś mu się odwidziało. Dopiero trzy lata temu w czerwcu zaczęło się na nowo.

- Zaczekaj - mówię. - To może wtedy wziął ten towar z Warszawy?

- Jeśli to, co mówił ten z blizną, to prawda, to pewnie tak.

- No i co dalej?

- Tutaj się zaczynają prawdziwe miłosne wyznania. Pisze do niej wiersze, jakieś sentencje, maluje jej portrety i dokleja skrzydła anioła na jej zdjęciach. Jednym słowem, cuda wianki. W każdym razie maile kończą się rok później. A w przedostatnim pisze, o której ląduje w Orlando. Wychodzi na to, że to miało być 25 listopada.

- To by pasowało. Od tego mniej więcej momentu nie ma z nim kontaktu.

- Chyba będziesz musiała sama te maile przeczytać, bo nie mogę znaleźć żadnej konkretnej informacji o tym, gdzie ta kobieta mieszka. Może się na coś natkniesz.

- Dobrze, chociaż wiesz, jak bardzo chce mi się to czytać. Zrobię to wieczorem. Teraz jestem umówiona z Drzazgą w Nowem. Zaniosę tylko facetom śniadanie, powiem, żeby zdali ci raport i jadę. Wrócę za jakieś trzy godziny.

- W porządku. To ja zrobię obchód. Sprawdzę cały sprzęt i zobaczę, czy nie trzeba pomalować jabłoni, bo coś się chyba zrobiło za ciepło.