Jesteś tutaj » Publikacje » Znieczulenie » Rozdział 24
Rozdział 24

Spotykamy się w restauracji przy ulicy Tczewskiej. Komisarz przynosi mi zdjęcia i dokumenty, które zdążył skompletować. Przez chwilę oglądam je i odkładam na bok te, które uważam za interesujące i przydatne.

- Macie coś na tego Pawła? - pytam o starszego brata Łukasza Lipnickiego.

- Tak. Dość dużo. Tutaj jest moja notatka z rozmowy z dzielnicowym. Ma na niego oko. Poza posiadaniem marihuany, za którą dostał kuratora, ponieważ był jeszcze wtedy nieletni, jest kilka notatek służbowych na temat jego udziału w bójkach. Mamy też bardzo wiarygodne podejrzenie, co do pobicia dziewczyny i starszego człowieka na terenie ogródków działkowych, ale żadne z nich nigdy nie wniosło skargi. Dzielnicowy twierdzi, że to straszny "element". Cała rodzina. Mieszkają w domu na przedmieściach Pruszcza. Wysoki płot, trzy psy. Ojciec prowadzi złomowisko. Reszta oficjalnie nie pracuje. Prowadziliśmy obserwację, z której wynika, że matka tylko od czasu do czasu wychodzi z domu. W ostatnim tygodniu dwa razy, w poniedziałek i czwartek. Za każdym razem jechała na zakupy. Spożywka. Co jeszcze... - komisarz przewraca kartki z notatkami. - Nikt ich nie odwiedza. Ojciec najczęściej siedzi w swoim biurze. Bardzo dużo telefonuje, ale generalnie na pierwszy rzut oka nie ma się do czego przyczepić.

- No to będzie się trzeba skupić na starszym chłopaku - zastanawiam się przez chwilę, od czego zacząć. - Zakładamy, że jest agresywny i nie wzbrania się przed przemocą. Nawet jeżeli te doniesienia o bójkach i pobiciach są przesadzone, to jakieś ziarno prawdy musi w nich być. Zastanawiałam się nad Łukaszem i nad tym, co odczuwa względem brata i im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem pewna, że musi to być coś poważnego. Naprawdę poważnego.

- Ja nic nie znalazłem na ten temat.

- Jeżeli nie mamy żadnej informacji, to trzeba się skupić na prawdopodobnych opcjach, odrzucić te najmniej prawdopodobne i zobaczyć, co nam zostanie. Wstępnie już to zrobiłam jadąc tutaj - mówię.

- I ma pani już jakieś wnioski, mam nadzieję.

Patrzę na niego. Uśmiecha się serdecznie. Ciekawe. Jego oczy nie robią na mnie większego wrażenia. A przecież tak mi się podobały.

- Tak - odpowiadam. - Odrzuciłam kwestie finansowe, czyli spadek po dziadkach czy też wydziedziczenie, bo nienawiść nie byłaby raczej ukierunkowana na brata. Miłość i zdrada też raczej nie, chyba, że Łukasz ma jakieś problemy psychiczne, a tego nie zauważyłam. Problemy rodzinne? Może tak. Ale na takie pokłady nienawiści - to, moim zdaniem, za mało.

- Widzę, że bardzo dużo opcji pani odrzuca.

Słyszę zaciekawienie w jego głosie. Gdyby wszyscy tak mnie słuchali, a szczególnie uczniowie, życie byłoby łatwiejsze.

- Wie pan, tak to już jest, że jeżeli ktoś nam robi przykrość, to fakt bycia związanym z daną osobą emocjonalnie zmienia zazwyczaj trwałość i natężenie negatywnego uczucia względem tej osoby. Nie mówię, że przykrość jest mniejsza. O nie. Boli nas to mocniej, ale trwa krócej i w związku z tym, że musimy z tą osobą przebywać, to zaczynamy ją rozumieć i po jakimś czasie, być może, usprawiedliwiać pewne zachowania. Tutaj jest inaczej. Uczucie Łukasza do brata jest długotrwałe i silne. Wiem, że największą nienawiść w człowieku wzbudza publiczne upokorzenie. To jest coś, czego nie można zapomnieć i przebaczyć. Nigdy. I ja coś takiego tutaj widzę. Według mnie Piotr w jakiś sposób poniżył brata. Przypuszczam, że zrobił to w obecności kilku osób, co jest bardzo bolesne, a co najważniejsze, niemożliwe bądź prawie niemożliwe do wybaczenia. Jeśli chcecie coś ugrać, to wymyślcie jakąś historię, w wyniku której brat, w pojęciu Łukasza, będzie mógł poczuć to samo. Tak zwany rewanż. Myślę, że Łukasz na to przystanie.

- Tylko co by tu wymyślić?

Komisarz Drzazga wydaje mi się w tym momencie nieco bezradny.

- Trzeba puścić wodze fantazji - mówię.

- Kiedy już tak pani dobrze idzie, to może coś by pani podpowiedziała?

- Dać palec... - wzdycham.

Zastanawiam się przez chwilę. Analizuję scenariusze.

- Ja bym spróbowała w ten deseń... - zaczynam mówić po dłuższej chwili. - "Słuchaj, Łukasz. Będziemy z tobą szczerzy. Mamy twojego brata serdecznie dosyć. Sprawia nam same kłopoty. Prawdziwy wrzód na tyłku. Nie chcemy go tutaj i chcemy żebyś nam pomógł." W tym momencie musicie się zorientować, czy jest zainteresowany. Zainteresowanie rozpoznacie po tym, że wstrzyma się chociaż na chwilę z odpowiedzią. Nawet jeżeli powie "Nie", to nie będzie znaczyło, że nie jest zainteresowany. Musicie sprawdzić czas jego reakcji na waszą propozycję. Wystarczy lekkie wahanie. Moment opóźnienia odpowiedzi, nawet jeśli będzie się wam wydawała zdecydowana. Nie możecie zakładać, że od razu rzuci się wam na szyję z wdzięczności. Jeżeli natychmiast nie odrzuci tej propozycji, to kontynuujcie na przykład tak: "Mamy tu przygotowane pewne zdjęcia. Zostawiamy je tutaj, żebyś je sobie obejrzał. Puścimy w eter pewną plotkę. Obejrzyj zdjęcia i powiedz, co ty na to". To wszystko. Jak się zgodzi, to wyskakujecie z warunkami.

- No dobrze. A co ma być na tych zdjęciach?

- Co wam się tylko żywnie podoba.

Patrzę na komisarza i widzę, że nic nie przychodzi mu do głowy.

- Zastanówcie się, czego najbardziej nie lubi agresywny młody człowiek, który przebywa prawdopodobnie najczęściej tylko w męskim towarzystwie i umieśćcie go w poniżającej sytuacji na fotografiach. Macie wiele opcji. Nie mogę panu teraz powiedzieć konkretnie, co to ma być, bo może jeszcze czegoś się o nim dowiecie. Znacie to środowisko. Może zadaje się z nacjonalistami? Nienawidzi homoseksualistów? Poszperajcie, a na pewno znajdziecie coś ciekawego. Musicie tylko pamiętać, że to musi być coś, czego jego środowisko nie akceptuje.

- - - - - - - - -


Czytam korespondencję mojego ojca z Krystyną i mam bardzo mieszane uczucia. Na początku wyczuwam rzeczywiście jakiś związek emocjonalny. Pewne zauroczenie ze strony ojca, albo może bardziej swego rodzaju zainteresowanie. Ale po jakimś czasie z jego słów zaczyna ziać wyraźny chłód. Potem następuje wyciszenie. Ona pisze częściej, on odpowiada zdawkowo. Natomiast późniejsze maile to prawdziwa eksplozja wyznań. Aż się robi niedobrze. Na początku czytam te maile z perspektywy córki, która dorwała się do intymnej korespondencji własnego ojca. Myślałam wcześniej, że podejdę do tego spokojnie, a jednak zabolało. Paskudnie zabolało. Zaczynają przepełniać mnie uczucia, o posiadanie których wcale bym się nie podejrzewała. To tak, jakbym przez wieki była uśpiona i nagromadzone przez ten czas zaległe emocje eksplodowały z porażającą siłą. Odczuwam jednocześnie straszną wściekłość, żal, gorycz i bezradność. Serce zaczyna mi bić nieregularnie i czuję straszny ucisk w płucach. Tak mocny ucisk, że boję się, iż za którymś razem nie nabiorę wystarczającej ilości powietrza i po prostu umrę. Zaczynam rozumieć, co oznacza zwrot "pękło serce". Czuję się też paskudnie widząc, co czytam i że w ogóle to czytam. Myślę, że uczucie to jest podobne do sytuacji, w której czytałabym intymną korespondencję mojego własnego męża. Nawet nie wiem, w którym momencie przestaję czytać i zaczynam rozmyślać o moim życiu. Łzy płyną mi po policzkach, a ja nawet nie mam siły, by je otrzeć. W mojej głowie pulsują przeczytane zdania "nikogo nigdy nie kochałem tak, jak ciebie", "moja była żona nie zasługiwała na uczucie, jakim ją darzyłem".

Życie to strasznie popieprzony shit, myślę. Trzyma mnie ten stan dość długo. Wielokrotnie odchodzę od komputera i wracam do niego, bo wiem, że muszę się z tym uporać. Nie mam jednak sił, żeby analizować te wszystkie listy. Nagle moje uczucia ustępują, gdy czytam zdanie: "tylko ty jesteś godna tego, żeby pójść ze mną do ołtarza". Uspokajam się natychmiast. Zaczynam myśleć racjonalnie. "godna, by pójść ze mną do ołtarza". Cały ojciec. Jestem pewna, że mu się to wymknęło. Ale tym zdaniem odkrył całą swoją osobowość. Zaczynam patrzeć na tą korespondencję z zupełnie innej strony. To nie jest twój ojciec, wmawiam sobie. To jest tylko materiał do badań. Numer sto dwadzieścia cztery na twojej liście zadań na dzisiaj. Wstałaś, podrapałaś się za uchem, poszłaś umyć zęby, a teraz czytasz teksty, żeby odnaleźć jak najwięcej faktów na temat numeru sto dwadzieścia cztery. I właśnie wtedy w moim umyśle otwiera się jakaś blokada i dostrzegam cały fałsz w tych mailach. To, co czytam, to nie są słowa faceta, który kocha. A już na pewno to nie są słowa mojego zakochanego ojca. On po prostu nie byłby w stanie pisać takich bzdur, gdyby czuł miłość. Jest strasznym egocentrykiem i wiem, że gdyby kochał tę kobietę, to wyczułabym między wierszami coś, co brzmiałoby prawdziwie i w jego stylu. A tu nic. Tak, jakby pisał to człowiek, którego w ogóle nie znam. Zaczynam sobie kpić w myślach i przebiegam wzrokiem zdania zmieniając niektóre wyrazy na inne. Tym sposobem nabieram dodatkowego dystansu. W moim umyśle powstają zdania "nikogo nigdy nie kochałem tak, jak siebie", "moja była żona nie zasługiwała na mnie", "tylko ja jestem godzien tego, żeby pójść ze sobą do ołtarza". To brzmi prawdziwie. To ma sens i sprawia, że ponownie przestaję czuć. Tak jest lepiej. Jedyne, co odczuwam, to niesmak. Te maile to idealny przykład wyrachowania. To środek do osiągnięcia celu przez faceta, który chce okręcić sobie kobietę wokół palca i wykorzystać ją tak, by zrobiła dla niego wszystko. Widzę cały cynizm i perfidię tego postępowania, bo wiem, że ona jest bardzo zaangażowana w ten związek. W sumie zaczyna mi być jej żal, ponieważ dokładnie wiem, jak to się skończy. O ile już się nie skończyło.

Próbujemy z Piotrem znaleźć późniejszą korespondencję ojca w Internecie, ale konto zostało już zlikwidowane. Tak, jakby wyjeżdżając do Stanów zostawiał za sobą całe swoje dotychczasowe życie. Ten adres mailowy nie służył przecież tylko kontaktom z Krystyną. A jednak przestał z niego korzystać. Ten fakt powinien mi powiedzieć więcej niż cała korespondencja.

Od ostatniego maila minęły prawie dwa lata. Myślę, że są małe szanse, żeby ojciec jeszcze utrzymywał z nią kontakt. Może warto byłoby do niej napisać? Jeśli ją skrzywdził, to może ona zechce z nami o tym porozmawiać?