Jesteś tutaj » Publikacje » Znieczulenie » Rozdział 25
Rozdział 25

- Myślę, że powinieneś wysłać do niej maila.

Piotr siedzi naprzeciw mnie w kuchni przy stole. Właśnie odeszłam od komputera i rozmawiamy o pomyśle, jaki przyszedł mi do głowy podczas czytania korespondencji ojca.

- No, nie wiem. Ty jesteś kobietą, więc może złapiesz z nią lepszy kontakt?

- Niby tak, ale ja nadal nie mogę nabrać do tego wszystkiego dystansu. Mogę popełnić jakiś błąd i zniechęcić ją do siebie.

- No dobrze, ale co ja niby mam napisać? "Cześć! Jestem zięciem Henryka. Czy możesz mi powiedzieć, gdzie on jest?" A jak ona nie wie, że on ma dzieci?

- Nie. Masz rację, to odpada. Po pierwsze, masz całkowitą rację, że ona może nie wiedzieć o mnie. W mailach ojciec ani razu nie wspomina o dzieciach. Tam jest tylko o jego paskudnej byłej żonie. Dobrze, że mama tego nigdy nie przeczyta. Lepiej będzie, jak napiszesz, że jesteś znajomym i chcesz się z nim skontaktować.

- Po prostu powiedz mi, co mam napisać i wyślę.

Zastanawiam się przez chwilę, podczas gdy Piotr szuka kartki i długopisu. Podaję mu krótki tekst o następującej treści: "Witam Panią. Jestem znajomym Henryka Kiełpińskiego i muszę się z nim skontaktować. Próbowałem wysyłać maile na jego skrzynkę, ale wracają z informacją, że adres jest niepoprawny. Wspominał kiedyś, że się do Pani wybiera. Czy może mnie Pani z nim skontaktować? Z poważaniem, Stanisław Jankowski."

- Kto to jest Stanisław Jankowski?

- Oficer. Pseudonim Agaton. Od 1944 roku prowadził Wydział Legalizacji "WD-68". Podrabiali dokumenty. Podobno bardzo dobrze im szło. Zmarł w Warszawie w 2002 roku.

- Coś takiego. Nigdy o tym nie słyszałem - podnosi się z krzesła. - Dobra. Idę na górę. Wyślę tego maila.

- Tylko załóż panu Stanisławowi nową skrzynkę mailową.

Mąż patrzy na mnie z dezaprobatą.

- No tak, wiem. Przecież nie wyślę ze swojej. Która teraz jest godzina na Florydzie? - pyta.

- Szesnasta siedemnaście. Sześć godzin do tyłu.

- O, to świetnie, może za chwilę będziemy mieli odpowiedź.

- Pewnie nie za taką chwilę. Może po pracy iść na zakupy albo na fitness. Raczej spodziewałabym się, że odpisze wieczorem. Przed snem. To u nas będzie wczesny ranek. Chociaż... - zawieszam na moment głos. - Może odpisze od razu. Jeśli ma powiadomienia w telefonie i ten mail ją zaintryguje... Nie, coś mi mówi, że troszeczkę sobie poczekamy na odpowiedź.

- No tak - Piotr głośno wzdycha. - Ale w sumie nie zależy nam tak bardzo na czasie. Czekaliśmy dwa lata, to możemy poczekać jeszcze kilka godzin.

- Masz rację. Byleby tylko w ogóle odpisała.

Odwraca się i idzie w stronę schodów. Patrzę w ślad za nim. Treść maili ojca wraca do mnie ponownie. Zaczynam sobie zdawać sprawę z tego, jak bardzo uczucia potrafią zakrzywić rzeczywistość i nasze jej postrzeganie.

- - - - - - - - -


Wracam właśnie z kolejnego badania w instytucie. Rozmyślam nad moim dzisiejszym zadaniem i zaczynam mieć olbrzymie wątpliwości, czy moje przypuszczenia związane z celem eksperymentu są prawidłowe. Dzisiejszy test to dla mnie niespodzianka. Test ze sztuki. Na początku mam rozpoznawać autorów obrazów i rzeźb oraz opisywać przedstawione dzieła. Następnie, Rybarski zadaje mi pytania dotyczące grup dzieł i autorów, a moim głównym zadaniem jest znajdowanie cech wspólnych i różnic w obrębie poszczególnych grup. Kolejny etap to odpowiedzi prawda/fałsz dotyczące szczegółowych elementów biografii i stylów w sztuce. Na samym końcu otrzymuję zadanie, które miało być prawdopodobnie najtrudniejszą częścią testu, ale mnie sprawia najwięcej przyjemności. Rybarski pokazuje mi elementy obrazów wielkości dwudziestu pięciu centymetrów kwadratowych. Po kolorystyce, technice malarskiej, sposobie nakładania farb i rysunku kreski muszę określać styl, epokę i w konsekwencji wskazywać autora i tematykę obrazu.

Jadę trasą 91 już pięćdziesiąt osiem minut, czyli przejechałam siedemdziesiąt sześć kilometrów i jestem na wysokości Gniewa, gdy z nudów zaczynam obserwować samochody jadące przede mną i za mną. Staram się rozpoznać markę, rocznik oraz cel podróży. Co chwilę wracam myślami do dzisiejszego testu, więc może dlatego nie od razu zauważam jadący za mną od dłuższego czasu samochód. Na początku nie wzbudza on mojego niepokoju, ale po przejechaniu kolejnych dziesięciu kilometrów zdaję sobie sprawę, że to auto ewidentnie mnie śledzi. Jadę jeszcze jakiś czas, mijam Nowe i - aby się upewnić, czy mam rację - zatrzymuję się na stacji benzynowej w Morgach. Samochód jedzie dalej, ale po zatankowaniu, kiedy wyjeżdżam na trasę, dołącza do mnie ponownie. Wyjeżdża z podporządkowanej drogi dojazdowej do miejscowości Lipinki.

Przyglądam się dokładnie Opel Insignia OPC, 2,8 l V6 Turbo, 239 kW, grafitowy, rocznik 2013, numer rejestracyjny zaczynający się od GDA czyli okolice Gdańska, dwóch mężczyzn w środku.

Zastanawiam się nad tym, jaki powinnam wykonać ruch, kim do cholery są ci faceci oraz czego ode mnie mogą chcieć?

Nie mogę wjechać do Warlubia, myślę, bo bardzo trudno będzie ich zgubić. Mijam zjazd na Warlubie. Jadę dalej. W Grupie podejmuję decyzję. Jadę do Grudziądza. Znam to miasto jak własną kieszeń. Nie powinnam mieć problemu ze zgubieniem ich.

- - - - - - - - -


Nie odpisała ani tego dnia, ani następnego. Postanowiliśmy zagrać va banque i wysłaliśmy kolejnego maila. Założyliśmy, że przez dwa lata ojciec mógł już jej ostro dopiec, wiec jak napiszemy, że pan Stanisław też ma z nim na pieńku, to możliwe, że nam chętniej odpisze. Ułożyliśmy maila następującej treści: "Pani Krystyno, jest pani moją ostatnią deską ratunku. Henryk pożyczył ode mnie sporo pieniędzy mówiąc, że musi jechać do pani, gdyż ma pani kłopoty zdrowotne i potrzebne są pani pieniądze na zabieg medyczny. Powiedział, że jedzie na pół roku i po tym czasie wróci i pieniądze odda. Niestety, od tej pory się nie odezwał. Odwiedziłem jego matkę, która znalazła jego notatnik z adresami i tam znalazłem Pani adres mailowy. Wiem, że przysyła kartki pocztowe z Florydy, bo jego matka pokazała mi kilka. Podobno dzwonił też do niej kilkakrotnie i mówił, że jest w Stanach. Proszę o pomoc. Mam nadzieję, że z Pani zdrowiem już wszystko jest w porządku. Z uszanowaniem, Stanisław Jankowski."

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast, chociaż niedokładnie taka, jakiej byśmy sobie życzyli.

"Drogi Panie, nie wiem skąd u Pana takie informacje o mojej chorobie. Nigdy nie potrzebowałam żadnych pieniędzy na operację i nigdy nie prosiłam nikogo, żeby mi za cokolwiek płacił. Z panem Kiełpińskim nie mam żadnego kontaktu. Nie chcę słyszeć więcej o tym człowieku. Jest mi przykro, że Pana oszukał. Mnie też oszukał, ale to jest tylko moje zmartwienie i już sobie z tym poradziłam. To jest bardzo zły człowiek. Może mi pan wierzyć. Pozdrawiam, Krystyna Kleiner."

- I co ty na to?

Piotr wydrukował i przyniósł treść tego maila do kuchni. Przeczytał go na głos.

- Pisz nadal - mówię.

- No, ale ona pisze, że nie chce już słyszeć o "tym człowieku".

- Zapewnij ją, że musisz go odnaleźć, bo to chodzi o twoje pieniądze. Uspokój ją, że wiesz, że ona nie miała z tym nic wspólnego. Zapytaj, w jaki sposób ją oszukał, bo na pewno będzie chciała ci się zwierzyć. Wiele kobiet lubi się zwierzać nieznajomym.

- Myślisz, że będę umiał? - Piotr jak zwykle podchodzi do spraw sceptycznie.

- Będziesz, będziesz. Znam cię. Masz podejście do kobiet.

Uśmiecham się do niego, a on odwzajemnia. Podchodzi do mnie, obejmuje mnie i całuje w czubek głowy. Mam nadzieję, że nie dostrzega tego krótkotrwałego impulsu, aby się odsunąć.

- Jedyne, czego bym chciał, to mieć podejście do ciebie - mówi.

- A kto ci powiedział, że go nie masz? - pytam i przytulam się do niego, bo wiem, że tego pragnie.