Jesteś tutaj » Publikacje » Po-Byt » Rozdział 7
Rozdział 7

- Dzień dobry. Wydaje mi się, że miałam się tutaj zgłosić. Nazywam się Małgorzata Karpacka.

Stefan Bąk wstał zza biurka i oszczędnym ruchem ręki zaprosił gościa do środka gabinetu.

- Witam. Pani jest mamą pani Otulak? - zapytał żeby się upewnić, chociaż podobieństwo było uderzające.

- Tak - odparła i uśmiechnęła się lekko.

- Proszę, niech pani usiądzie - przysunął krzesło do biurka i przyjrzał jej się dokładnie.
Była wysoką, szczupłą kobietą w wieku pięćdziesiąt - sześćdziesiąt lat. Włosy miała krótkie z boków zaczesane za ucho, oczy smutne i lekko zaczerwienione, ruchy ciała niepewne.

- Zaprosiliśmy panią tutaj ponieważ chcielibyśmy się czegoś dowiedzieć o małżeństwie pani córki.

- Myślę... - odpowiedziała z lekkim wahaniem - że to było dobre małżeństwo. Szczególnie na początku wydawali się tacy w sobie zakochani. On nie odrywał od niej wzroku. Moja córka była bardzo mądra i atrakcyjna - w jej oczach pojawiły się łzy. - Zawsze kręciło się wokół niej mnóstwo chłopców. Nawet jak była bardzo młodziutka. Ale ona wybrała Jerzego. Na początku się dziwiliśmy. Trochę nam do niej nie pasował. Wiecie panowie... - przerwała na chwilę swój monolog, tak jakby chciała znaleźć odpowiednie słowa. - On czasami sprawia wrażenie odludka. Zamyka się w sobie i potrafi milczeć, jakby nie miał ochoty do rozmowy. Z drugiej jednak strony, bywał nawet dowcipny, jeśli jakiś temat go zainteresował.

Stefan spojrzał na Adama, ale ten nie odrywał wzroku od pani Karpackiej. Następny element, który może pasować do portretu psychologicznego sprawcy, pomyślał. Byli właśnie na bieżąco, bo przed godziną dostali opis od policyjnego psychologa.

- Myślę, że mojej córce najbardziej spodobało się w nim to, że nie był babiarzem - kontynuowała. - To znaczy - uśmiechnęła się przepraszająco, zdając sobie sprawę z niefortunności sformułowania - w zasadzie nie interesował go nikt poza moją córką. A ona... ona miała kiedyś niemiłą sytuację i chyba troszeczkę się zraziła do mężczyzn. Nie chciała być w związku, w którym partner ją oszukuje i...

- A czy ostatnio były między nimi jakieś nieporozumienia? - zapytał Adam wchodząc jej w słowo. Zdawał się nie dostrzegać piorunującego wzroku partnera.

- Nieporozumienia? Ja chyba nie rozumiem pytania - odpowiedziała. - Ja mam nadzieję, że pan nie sugeruje, że to on...

- My po prostu musimy sprawdzić wszystkie poszlaki. Proszę się nie denerwować - Adam starał się nadać swojemu głosowi jak najspokojniejszy ton. Niestety. Kobieta była już bardzo wzburzona.

- Oni?!... Oni sobie kłody spod stóp usuwali. Ona bez przerwy o nim mówiła. A on... On wszystko z nią konsultował. Bez niej był bezradny jak niemowlę. Ja nie wiem, jak wam w ogóle przyszło to do głowy. On jest zamknięty w sobie. Nie pokazuje uczuć, ale jestem pewna, że strasznie cierpi.

Przerwała, żeby zaczerpnąć powietrza. Adam w końcu dostrzegł dezaprobatę swojego kolegi. Zaklął w duchu.

- Czy mają panowie jeszcze do mnie jakieś pytania, bo ja już bym chciała pójść - pani Małgorzata podniosła się z krzesła. - I jeszcze chciałabym prosić... - zawiesiła głos. - Ja... Ja bym już nie chciała brać udziału w takich rozmowach. Proszę mi dać spokój. To jest wszystko dla mnie zbyt ciężkie. To przecież była moja córka. - Łzy popłynęły jej z oczu. - Przepraszam. Nie mogę...

Wyszła, nie zamykając za sobą drzwi.

- Cholera jasna! - zaklął Stefan - Gorzej być nie mogło!

- - - - - - - - -


- A jednak może być jeszcze gorzej... - wymamrotał pod nosem Jerzy i niechętnie otworzył drzwi wejściowe.

Policja w końcu pozwoliła mu wrócić do domu. Nie czuł się tutaj dobrze, bo całe to sprzątanie wpędzało go w depresję. Najpierw nie mógł znaleźć w domu środków czystości, następnie pogubił się całkowicie, kiedy już je w końcu znalazł i nie wiedział co z nimi zrobić. Czytanie etykiet zajęło mu dobre pół godziny. Do tego wszystkiego przyszła sąsiadka.

- Dzień dobry, Jerzy - powiedziała pani Urszula uśmiechając się promiennie. - Masz chwilkę? Nie przeszkadzam?

No, nie. Tylko nie ona. Wszystkie, tylko nie ona.

- Nie. Proszę. Wejdź. Przepraszam za bałagan, ale właśnie zacząłem tutaj sprzątać - wskazał rozłożone na podłodze akcesoria.

- A dlaczego sam to robisz? - zapytała nieco zdezorientowana, ponieważ widok rozmazanych plam na podłodze i ścianach wciąż dobitnie świadczył o popełnionej tutaj zbrodni. - Wiesz, są takie specjalne firmy, które się tym zajmują. Podobno, to wcale tak drogo nie wychodzi. Około dwóch tysięcy. No chyba, że chciałbyś od razu malowanie ścian, to może wyjść trochę drożej. Przypuszczam że jakieś osiem. Ale to i tak się opłaca.

Osiem tysięcy? Zwariowałaś? Może ciebie na to stać, ale na pewno nie nas. A zresztą, co tu malować. Te parę kropek łatwo się zmyje. A nie... z tej strony jest trochę więcej.

- Nieeee. Poradzę sobie sam, ale dziękuję za informację. Idzie mi trochę wolno, ale do wieczora ogarnę z grubsza. Potem się zastanowię, co dalej. Trochę mnie to zdrowia kosztuje. Nie powiem. Odwykłem od sprzątania. Nie robiłem tego jakieś osiem - dziesięć lat. - Na jego twarzy pojawił się grymas, który przy odrobinie dobrej woli mógł przypominać uśmiech.

- Rozumiem.

Coś takiego. Ula rozumie. A to ci dopiero niespodzianka! No tak, bo sama nie sprząta.

- Wiesz co, przyszłam, bo wpadłam na świetny pomysł. Może chciałbyś, żeby pani Józia przychodziła gotować ci obiady?

- Pani Józia?

Nie znał żadnej pani Józi, a propozycja całkowicie go zaskoczyła.

- Pracuje dorywczo u mnie. - Urszula stanęła w taki sposób, żeby nie patrzeć bezpośrednio na zaplamione miejsca w korytarzu.

Tak, tak. Słyszałam o tej nieszczęsnej kobiecie, nad którą się znęcasz. Pewnie będzie tu przychodzić, a ty jej nie dasz za to ani grosza. Biedna kobiecina.

- Nie, dziękuję ci bardzo za troskę, ale nie sądzę, żeby było mi to potrzebne - odpowiedział.

I to mi się w tobie podoba, Jerzyku.

- No to może będziesz przychodził na obiady do mnie?

Matko Boska! Co tej babie przyszło do głowy! Tylko się chłopie nie daj podpuścić. Proszę cię! Błagam cię!

- Naprawdę, dziękuję. Na razie będę jadał u rodziny, a w razie czego co nieco potrafię sam upichcić.

Upichcić? Pierwsze słyszę, ale trzymaj tak dalej. Dobrze sobie z nią radzisz. Pamiętaj, ta kobieta w całym swoim życiu nie zrobiła nic bezinteresownie. A o co jej chodzi, to ja już wiem. Szkoda, że ty jeszcze tego nie wiesz.

- Przynajmniej kiedyś umiałem. Zanim... - nie dokończył zdania.

- Nie mów tak, bo mi się serce kraje.

Pomyślałby kto. Żeby się serce krajało, to trzeba je najpierw mieć.

- Spokojnie, Ula. Przecież trzeba żyć, prawda?

No, no, no. Nie rozpędzaj się, Kotku. Żona ci właśnie kopnęła w kalendarz. Dobrze by było, żebyś się za szybko do tego nie przyzwyczaił. Szkoda, że was wszystkich nie mogę kopnąć w dupę. "Trzeba żyć". Dobre sobie. Jasne, że trzeba, ale trzeba też pocierpieć. Nie ma tak łatwo. "Umarł król, niech żyje król"? Czekajcie, już ja was urządzę. Jeszcze znajdę jakiś sposób. Już ja ci mężulku umilę to twoje życie. A ty Ulka idź sobie do domu i nie wracaj. Nikt tu nie potrzebuje twojej pomocy, ani twojego współczucia. Każdy głupi wie, po co tu przylazłaś. Jerzy, z takimi jak ona trzeba krótko. Za nic w świecie nie wpuszczaj do domu, bo się już nie pozbędziesz. Zaraz mnie trafi szlag. Coś takiego... "Żyć mu się zachciewa", kiedy żona jeszcze dobrze nie ostygła.

- - - - - - - - -


- Zimna - powiedział pod nosem Stefan Bąk i odstawił kubek z kawą na biurko. W ręku trzymał przygotowany przez policyjnego psychologa profil sprawcy i czekał na Adama, żeby przedyskutować treść. Była to analiza wstępna zrobiona na podstawie dostępnych szczątkowych informacji. Tak napisano w nagłówku. Zazwyczaj psycholog nie przygotowywał analizy tak wcześnie, ale cała ta medialna nagonka spowodowała, że pracowali na zwiększonych obrotach i chwytali się każdej pomocy. Na dokumencie widniał numer 352/KMPG/11 i aspirant zastanawiał się czy pierwsza liczba oznacza kolejny numer sprawy prowadzonej u nich, w wojewódzkiej, czy przez tego psychologa. Litery KMPG rozszyfrował jako Komenda Miejska Policji w Grudziądzu. W jego karierze policyjnej musiał się wesprzeć analizą psychologiczną tylko trzy razy, dlatego też dziwił go ten numer z przodu. A może jest jakiś globalny system? Nieważne. Teraz nie ma na to czasu.

- I co tam masz ciekawego? - Adam zapytał już od progu widząc zamyślonego partnera pochylonego nad dokumentem.

- Profil sprawcy właśnie dostałem faksem z Bydgoszczy - odpowiedział Stefan i zaczął czytać na głos:


"Mężczyzna, rasa biała, praworęczny, wiek: 20-48 lat (za wskazaniem na górną granicę ze względu na brak jakiegokolwiek seksualnego nastawienia sprawcy względem ofiary), wzrost: 172-185centymetrów, przeciętny bądź niższy niż przeciętny poziom inteligencji, nie wyróżniający się w otoczeniu innych osób, małomówny, raczej zamknięty w sobie, miewający dłuższe okresy apatii lub/i depresji, może też okresowo popadać w okresy wzmożonego pobudzenia bądź przejawiać agresywne zachowania."


- Uhm... czyli że pasujesz idealnie - zaśmiał się Adam.

- Wraz z jedną trzecią społeczeństwa. Z tobą na czele.

- OK. Czytaj dalej...


"W sposobie przeprowadzenia aktu widać pobudki emocjonalno-afektywne, co daje dwie najbardziej prawdopodobne możliwości - morderca znał ofiarę bardzo dobrze i miał do niej agresywny stosunek lub w trakcie bezpośredniego przygotowywania się do zabójstwa, coś wytrąciło mordercę z równowagi. W sposobie przeprowadzenia działań widać nieuporządkowanie i chaos. Zdecydowanie nie była to akcja przeprowadzona według scenariusza. Ofiara została zaskoczona, więc do morderstwa nie doszło pod wpływem kłótni lub rozmowy, a to sugeruje, że sprawca pojawił się na miejscu zdarzenia z zamiarem popełnienia czynności pozbawienia życia (lub zakładał, że jest taka możliwość). W związku z powyższym przyniósł na miejsce zbrodni odpowiednie narzędzie z ostrzem 8-10 centymetrów długości - prawdopodobnie nóż sprężynowy. Sprawca mógł mieć poczucie krzywy lub zagrożenia ze strony ofiary. Nie należy jednak wykluczyć motywów urojeniowych, co może świadczyć o zaburzeniach psychicznych."


- Mężulek pasuje - wtrącił się sierżant Pułacki.

- W którym punkcie? - Stefan nie odnosił takiego wrażenia. Wydawało mu się, że mąż ofiary jest dość inteligentny i nie przejawia zachowań agresywnych.

- Na moje, w większości punktów.

- No tak. Tak samo jak ten ich dziwny sąsiad i szwagier. Listonosza tylko możemy chyba wykluczyć, ale to już przecież zrobiliśmy - Stefan miał nadzieję, że po przeczytaniu tego opisu wpadnie na jakiś pomysł, albo przynajmniej wyeliminuje kilka możliwości. Jak na razie na nic mu się to nie przydało.

- Jest tam coś jeszcze?

- Mamy sprawdzić czy w jej otoczeniu są jakieś osoby, które leczyły się psychiatrycznie: schizofrenia, schizofrenia paranoidalna, zaburzenia dysocjacyjne, upośledzenie umysłowe i organiczne uszkodzenie mózgu.

- OK. To nam się chyba uda zrobić dość szybko. Gdzie masz ten formularz ankiety?

- Ania ma w segregatorze. Powiedz jej, żeby skserowała więcej.

Adam wyszedł, a Stefan dalej wpatrywał się w kartkę. Będą musieli sprawdzić czy ofiara miała jakieś konflikty z rodziną, znajomymi i w pracy. To też będzie w miarę proste, pomyślał. A w razie braku odnalezienia bezpośredniego motywu, mają sprawdzić czy nie występują podobieństwa z innymi wcześniejszymi morderstwami pod kątem zabójstw seryjnych.

Adam wrócił, trzymając w ręku plik kartek. Stefan właśnie wpadł na, jego zdaniem, wyśmienity pomysł.

- Wiesz co? Poproszę Anię, żeby nam przygotowała taką tabelę. Wszystkie te informacje po lewej w punktach a po prawej będziemy wpisywać osoby i odhaczać jeśli znajdziemy zbieżność. A potem przesłuchamy te osoby w kolejności, gdzie było najwięcej trafień.

- Dobry pomysł - odpowiedział Adam i zdziwił się, że sam wcześniej na to nie wpadł.

- No to bierzemy się do roboty! Musimy coś konkretnego mieć na jutrzejszą odprawę, bo stary się wścieknie. Prokurator mu siedzi na łbie od rana. Humor mu raczej nie dopisuje. Sam wiesz...