Jesteś tutaj » Publikacje » Po-Byt » Rozdział 13
Rozdział 13

- Policja? - pani Eugenia konspiracyjnym szeptem powiedziała do telefonu.

- Słucham? Proszę mówić głośniej! - operatorka słyszała w słuchawce jakiś głos, ale nie mogła rozpoznać słów.

- Nazywam się Eugenia Pająk. Mieszkam na Tulipanowej. W domu sąsiadów ktoś jest. Widziałam jak szedł przez ogród, a teraz widać latarkę w środku. To pewnie złodziej. Właśnie wstałam do toalety i wyjrzałam... Tutaj jest latarnia uliczna...

Pani Eugenia mówiła trochę głośniej, ale i tak operatorce umykały niektóre słowa.

- Zgłasza pani, że w domu sąsiadów jest ktoś podejrzany? - zapytała, żeby się upewnić.

- Tak. Ja nie wstaję w nocy tak często, ale czasami jak mnie przypili... Wie pani, ja tam się nie wtrącam do sąsiadów, ale jak sobie pomyślę, że on może tu do mnie przyjść i mnie zgwałcić, albo nie daj Boże, okraść...

- Dobrze. Proszę podać adres - operatorka z trudem tłumiła śmiech.

- Tulipanowa 10. Nazwisko właściciela: Otulak. Ja się nazywam Eugenia Pająk i jestem...

- Dziękuję. Przyjęłam. Radiowóz już jedzie. Będzie za około dziesięć minut.

Pani Eugenia z żalem odłożyła słuchawkę i powróciła do obserwacji domu sąsiadów. Pięć minut później ciemna postać pojawiła się w ogrodzie i ruszyła w kierunku jej posesji. Kobieta zamarła ze strachu. Teraz na pewno przyjdzie do mnie i mnie zgwałci, pomyślała przerażona. Złapała ponownie za słuchawkę telefonu i pokuśtykała z nim do kuchennego okna wychodzącego na ulicę. Zapomniała przy tym, że słuchawka połączona jest na stałe z aparatem. Po kilku krokach coś pociągnęło ją silnie do tyłu i pani Eugenia wylądowała na podłodze w korytarzu zbijając sobie boleśnie pośladki. Jęknęła z bólu. Kiedy już się podniosła zdążyła tylko zauważyć ciemną sylwetkę włamywacza przeskakującą przez płot. Pobiegł w lewo w stronę ulicy Kwiatowej. Dwie minuty później przed domem pani Eugenii zatrzymał się radiowóz. Pani Eugenia wyszła powolutku na zewnątrz rozcierając sobie ręką obolałe miejsce i wskazała policjantom kierunek ucieczki. Radiowóz odjechał, ale ona nie wracała do domu z dwóch powodów. Po pierwsze, była ciekawa czy policjanci złapią złodzieja, drugim zaś powodem było to, że każdy krok wiązał się boleśnie z upadkiem. "Lepiej poczekać, niż potem narzekać" przypomniała sobie przysłowie, które zwykle przytaczał jej ojciec, znany z niechęci do podejmowania pochopnych decyzji. No to poczekam tutaj, powiedziała do siebie i zaczęła po kolei przypominać sobie wszystko to, co przed chwilą widziała.

- - - - - - - - -


Widziała w lusterku, że jubiler przygląda jej się badawczo już od dobrych kilku minut.

- Przepraszam, że przeszkadzam - wyszedł zza kontuaru i podszedł do niej. - Czy mógłbym obejrzeć tę spinkę?

- Oczywiście - powiedziała, zdejmując ją z włosów. - Ładna prawda? Dostałam od babci. Bardzo ją lubię, chociaż prawdopodobnie nie jest zbyt cenna. Ma dla mnie raczej wartość sentymentalną.

Lubiła oglądać biżuterię, choć rzadko coś kupowała. Ilekroć jednak przechodziła obok jubilera, musiała chociaż zerknąć na wystawę. Co jakiś czas wchodziła do środka i przeglądała gabloty. Dzisiaj spodobała jej się srebrna zawieszka przedstawiająca Matkę Boską z dzieciątkiem śpiącym na jej prawym ramieniu. Urocza. Zuza miała takie samo zdjęcie z Antosiem. Może bym jej kupiła na urodziny, pomyślała. Wcale nie takie drogie. Razem z ładnym łańcuszkiem zamknęłoby się pewnie w stu złotych.

- Widzę, że była naprawiana - zauważył jubiler. Na przemian robiło mu się zimno i gorąco. Czuł, że zaczynają mu drżeć ręce z ekscytacji. W myślach powtarzał "To niemożliwe. To jest po prostu niemożliwe".

- Tak. Kiedyś odpadł koralik i przykleiłam go sama superklejem. Pewnie niezbyt dokładnie - dodała zawstydzona.

Jubiler myślał intensywnie, co ma powiedzieć i co zrobić. W głowie miał mętlik. Czuł się tak, jakby był krok od wielkiego odkrycia.

- Pani pozwoli, że się przedstawię. Nazywam się Bogdan Szmut i jestem właścicielem tego zakładu. Jeśli pani chce, to naprawię to sklejenie.

Nie wiedział jak to rozegrać. Postanowił grać na zwłokę.

- Nie. Dziękuję - sięgnęła ręką w jego stronę. - Nie lubię się z nią rozstawać.

- Zrobię to zupełnie za darmo - myśli przelatywały mu przez głowę z prędkością tornada. Szkło. Złoto. Miedź. Kształt pozwijanego liścia. Prawdziwa perła jako zwieńczenie. Art Deco. To... to nie może być prawda. To nie może...

- Nieeee... naprawdę. Niech zostanie jak jest. Nie warto - prawie siłą odebrała jubilerowi swój skarb. - Przepraszam, ale muszę już iść. Do widzenia.

Co za dziwny człowiek, pomyślała.

Jubiler natomiast poczuł, że ziemia usuwa mu się spod stóp. To jest chyba ta spinka. TA spinka. Niemożliwe... Niektórzy twierdzą, że została zniszczona w czasie wojny, a inni, że nigdy nie powstała. Gdyby to była ona... Jubiler wszedł z powrotem za kontuar i usiadł na taborecie. Jedyna spinka do włosów, jaką Rene Lalique wykonał w 1920 roku dla Sary Bernhardt. Nikt jej nigdy nie widział. Jedyna informacja, o tym, że kiedykolwiek istniała, to list Sary do przyjaciółki, w którym opisuje to cudo. Dzisiaj na aukcji osiągnęłaby bez problemu jakieś pół miliona dolarów. Pół miliona dolarów na głowie jakiejś ignorantki posklejane do kupy na superglue. Czuł, że serce kołacze mu w piersiach osiągając niebezpieczną prędkość. Zaginiona biżuteria Sary Bernhardt tutaj? W Polsce? W tym mieście? To byłby szok dla wszystkich. Żebym tylko mógł jej się dokładnie przyjrzeć. Cholera! Zerwał się ze stołka i wybiegł z zakładu na ulicę. Po kobiecie nie zostało ani śladu. Kto to był? Jak ja ją teraz znajdę? Muszę zdobyć to cacko, choćbym miał skonać. Monitoring! Powinno się nagrać! Ruszył na zaplecze i zadzwonił do znajomego informatyka. Miesiąc temu dał się w końcu namówić na ten nietani sprzęt. Jak dobrze...

- - - - - - - - -


Jak dobrze, że jesteś, Jerzy. Mieliśmy włamanie. Jakiś złodziej biegał po całym domu i przetrząsał nasze rzeczy. Nie widziałam dobrze, bo było ciemno. I cały czas świecił latarką.

- Proszę się rozejrzeć i powiedzieć nam co zginęło - powiedział Stefan Bąk.

Urszula próbowała się dodzwonić do Grzegorza przez całą noc ale niestety "abonent był niedostępny". W okolicach działki Grzegorza zasięg jest bardzo mizerny. A już na pewno nie ma go w domku. Borek zobaczył na ekranie swojego telefonu komórkowego dwadzieścia sześć nieodebranych połączeń od Urszuli dopiero po godzinie szóstej, kiedy wstał do toalety. Natychmiast oddzwonił i dowiedział się o nocnym włamaniu. Obudził Jerzego i już kilka minut później wsiadali do samochodu. Kiedy dotarli do domu, było już jednak sporo po dziewiątej.

Jerzy przeszedł się po pomieszczeniach sprawdzając czy najcenniejsze, jego zdaniem, rzeczy są na miejscu. Towarzyszył mu jeden z policjantów.

- Na pierwszy rzut oka nic nie zginęło - powiedział.

Telewizor, głośniki, laptop, wiertarka, sprzęt kuchenny stały na swoich dotychczasowych miejscach.

Złodziej miał nieduży worek i do tego worka wrzucał jakieś rzeczy, Ale nie wiem co konkretnie, bo nie widziałam.

- Wszystko jest porozrzucane, więc trudno mi cokolwiek powiedzieć. Największy bałagan jest w rzeczach żony, ale na ten temat nie mogę się wypowiadać. Nie wiem co mogło zginąć. Szwagierka pewnie wiedziałaby lepiej.

Jasne. Zadzwoń po Zuzę. Ona powinna się orientować. Mam nadzieję, że nie wziął tej spinki od Buni. Była w stoliku nocnym przy łóżku. W drugiej szufladzie.

- Wie pan, to wygląda tak, jakby szukał czegoś konkretnego. Właśnie w rzeczach żony - odezwał się ponownie Stefan, który zastanawiał się cały czas nad tym, czy to włamanie można połączyć z zabójstwem kobiety.

Matko Boska! Przecież ja nie mam nic cennego. No chyba, że obrączka i ta złota broszka od ciebie na pierwszą rocznicę ślubu. Rany, mam nadzieję, że nie zginęła. Mógłbyś ją podarować Teresce na osiemnastkę.

- Nie mam pojęcia. Chyba sobie sam z tym nie poradzę. Będę musiał poczekać aż przyjedzie teściowa lub siostra żony - Jerzy był zdezorientowany. Jeszcze nigdy nie miał włamania do domu i sytuacja ta nieco go przerosła.

- Jak pan myśli? Kto to mógł zrobić? - zapytał policjanta.

Szczupły był. Raczej młody, bo wbiegł sprawnie po schodach na górę. Mniej więcej twojego wzrostu. Wyraźnie czułam zarost. Taki kilkudniowy. No i nie był zbyt czysty. Po tym zapachu wiem, że to był facet. Aha, na nogach miał adidasy z białymi wstawkami i srebrnym błyszczącym motywem na zelówce. Cholera, żebym tylko w jakiś sposób mogła wam to powiedzieć.

- Zależy od tego co zginęło. Być może był to zwykły złodziejaszek, a może ktoś, kto szukał czegoś, co miała w posiadaniu pańska żona. Może będzie pan w stanie sobie przypomnieć, co to mogłoby być? Jakaś cenna rzecz? Może jakieś kompromitujące kogoś materiały?

- Bez sensu. Nic takiego nie mieliśmy - Jerzy zamilkł na chwilę. - Zaraz, zaraz... Pan myśli, że przez to żona mogła zostać zabita?

- Za wcześnie, żeby o tym dyskutować. Niech pan pomyśli, co zginęło. Potem przyjdzie czas na wyciąganie wniosków. Jeżeli ma to związek z zamordowaniem pana żony, to mogę obiecać, że zrobimy wszystko, żeby dowiedzieć się jaki - odwrócił się i skierował w stronę schodów do piwnicy. - Przepraszam, ale muszę zejść na dół. Zobaczę czy technik coś tam znalazł. No i może pan zadzwonić po kogoś, kto pomoże panu sprawdzić czy coś zginęło.

Ktoś mnie zamordował, bo ja coś miałam? Bez sensu. Nic z tego nie rozumiem. Zadzwoń najlepiej po Zuzę. Ona będzie wiedziała od razu, czego brakuje.

Jerzy westchnął i sięgnął po telefon. Zuza nie odbierała. Zadzwonił więc do teściowej i wyjaśnił jej krótko, co się stało.

- Zaraz przyjadę - powiedział. - Dam mamie znać za jakieś pół godziny, jak już będę podjeżdżał to wyjdzie mama przed dom, dobrze?

Słuchał przez chwilę w milczeniu stojąc ze słuchawką przy uchu.

- W porządku, może rzeczywiście taksówką będzie szybciej. Do zobaczenia - odpowiedział i odłożył telefon.

- Szwagierka jest w pracy i nie odbiera - powiedział do stojącego nieopodal policjanta. - Teściowa będzie za jakieś dwadzieścia pięć - trzydzieści minut.

- Dobrze. Proszę w takim razie skontaktować się z nami, pod tym numerem - policjant podał Jerzemu wizytówkę. - Myśmy już tutaj skończyli, ale jeśli będzie taka potrzeba to ktoś od nas podjedzie tutaj jeszcze raz. Aspirant Stefan Bąk przyjdzie zaraz do pana i przekaże wszystkie szczegóły.

Mama... Mamusia... Jak ja jej długo nie widziałam. Tęsknię za nią. Tak się cieszę, że przyjedzie. Ciekawe jak się trzyma i co u niej słychać...