Jesteś tutaj » Publikacje » Po-Byt » Rozdział 14
Rozdział 14

- I co tam słychać, koleżanko? - Wojtek powitał ją w pokoju wykładowców promiennym uśmiechem.

Już wcześniej postanowiła, że przeprosi go za tamtą sytuację przed kawiarnią. Im dłużej o tym myślała, tym bardziej była przekonana, że nie postąpiła rozsądnie. Nie wiedziała, co Wojtek sobie o niej pomyślał, ale jego uśmiech mógł świadczyć o tym, że nie miał żalu.

- Przepraszam za tamto - powiedziała, patrząc uważnie jaka będzie reakcja. - Byłam zaskoczona i bardzo spieszyłam się do domu. Jeszcze raz przepraszam.

Na twarzy Wojtka nie dostrzegła żadnych negatywnych uczuć i poczuła się nieco pewniej.

- Nie ma sprawy - uśmiechnął się do niej. - Chociaż uciekałaś tak szybko, jakbyś myślała, że cię będę gonił.

Zaczerwieniła się. Tak jak myślała, jej panika musiała być bardzo widoczna.

- Nie mów tak proszę, bo czuję się strasznie. Jeszcze raz cię przepraszam - dodała po chwili. - Ja... Ja po prostu nie przepadam za nieoczekiwanymi sytuacjami i nigdy nie wiem jak powinnam się zachować. Myślę, że emocje biorą u mnie górę nad rozsądkiem.

- OK, OK. Nie przesadzaj. Zdarza się. Wisisz mi dużą kawę.

Przemknęło jej wprawdzie przez myśl, że on również powinien w jakiś sposób poczuwać się do winy, ale i tak ucieszyła się, że tak szybko zakończył ten temat.

- A może być taka za automatu? - zapytała.

- Oj dziewczyno, dziewczyno - pokiwał głową. - W dziekanacie jest ekspres. Wystarczy uśmiechnąć się do pani Izy.

- No to chyba wolę, żebyś ty się uśmiechał - odpowiedziała. - No i pamiętaj, że za pół godziny jesteśmy umówieni z Gośką u Rektora. Mam nadzieję, że pójdzie szybko. Nie chcę tu siedzieć do nocy.

- Noc z piękną kobietą. Coś w sam raz dla mnie. Może przeciągnie się do rana i może będzie bardzo miło - zaśmiał się w głos.

Ja chyba śnię, pomyślała. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nie podobały jej się tego rodzaju żarty. Nigdy nie wiedziała, gdzie kończy się dowcip, a zaczyna prowokowanie. Zdawała sobie sprawę, że na jej twarzy maluje się konsternacja. Zmusiła się, żeby na niego spojrzeć. Czy to, co zobaczyła, to był triumf czy wesołość? Boże! A może ze mną jest nadal coś nie w tak?

- - - - - - - - -


- Tak - powiedział Adam wchodząc do pokoju. - Według męża zniknął tylko aparat fotograficzny i nie może znaleźć jakiejś złotej broszki z cyrkoniami.

Stefan nie mógł pozbyć się myśli, że ta sytuacja łączy się z wcześniejszym zabójstwem. Jak dotąd nie znaleźli motywu, więc może to włamanie stanowić będzie jakąś wskazówkę.

- A jeżeli ona rzeczywiście miała coś, o czym nie wiedział jej mąż? - pomyślał, nie zdając sobie sprawy, że mówi na głos.

- No to nie będziemy wiedzieli, czy to zniknęło, czy nie. Bo przecież nam nie powie o czymś o czym nie ma pojęcia.

Adam usiadł przy swoim biurku i włączył komputer. Charakterystyczny dźwięk włączającego się systemu wytrącił Stefana z odrętwienia. Podniósł wzrok spoglądając na partnera.

- Wiesz co mnie cały czas prześladuje? Tego zabójstwa nie mógł dokonać jakiś świeżak. Na moje to musi być ktoś z branży. Może gdzieś w okolicy było już coś podobnego? Jakieś zasztyletowanie? Napad z bronią? - Stefan nie miał już pomysłu, czego się złapać.

- Sprawdzałem w bazie. Jest jedno podobne zdarzenie. Jedenaście dźgnięć. Te same parametry ostrza i wygląda, że dokonała tego osoba o podobnym wzroście i sile. Niestety, Zduńska Wola. Dość daleko. Prawdopodobieństwo, że to ten sam gość jest moim zdaniem niewielkie. No i tam, to było regularne włamanie. Facet nie wiedział chyba, że ktoś jest w domu.

- Cholera. No, a może jednak to się wiąże z tymi groźbami w jej pracy? - Stefan starał się usilnie znaleźć jakiś motyw i ciągle trafiał w próżnię.

- Przecież te anonimy dotyczą tego lalusiowatego doktorka, a nie jej - odpowiedział Adam klikając wciąż na komputerze.

- A jeżeli ona je pisała?

Adam milczał przez chwilę.

- Wątpię - powiedział w końcu. - A przyszły może już wyniki analizy kopert?

- Tak, ale nic nie znaleźli.

- Masz ksero tych anonimów?

- Trzymaj - Stefan podał mu kopertę, w której znajdowały się dwie zadrukowane kartki.

Adam wziął pierwszą z nich i zaczął czytać na głos:


"Jeżeli do końca roku akademickiego doktor Wojciech Panek nie zostanie zwolniony to powiadomię wszystkie gazety o nadużyciach jakie mają miejsce w WSM. Z poważaniem, Zatroskany Obywatel."

"Doktor Wojciech Panek prowadza się ze studentkami. Mam dowody w postaci zdjęć. Jeśli nadal będzie pracował na uczelni to przekażę je prasie. Ja nie żartuję. Zatroskany Obywatel."


- Nie wierzę, że ona to pisała. Ale jeśli założymy, że tak, to podejrzanym robi nam się ten cały doktorek. I wyjdzie nam, że włamał się do jej domu w poszukiwaniu zdjęć.

- Wiesz, że to może mieć sens - odpowiedział po namyśle Stefan. - To włamanie jest jakieś dziwne. Tak jakby ktoś to robił po raz pierwszy. Aparat fotograficzny i jakaś broszka? Albo złodziej spanikował, bo myślał, że zostanie nakryty i zabrał, co było pod ręką, albo szukał czegoś zupełnie innego.

- Dodatkowo wyjaśnia nam się tutaj dlaczego najgorszy burdel zostawił w jej pokoju - Adam powoli zaczynał się przekonywać do tego pomysłu. - Ale zabić, żeby nie wylecieć z pracy? To mi chyba nie gra najbardziej.

- Skąd wiesz, co facet ma do ukrycia - Stefan popatrzył na partnera - No dobra. Masz namiary na tego całego doktorka?

- Tutaj gdzieś jest adres. Bydgoszcz, Przemysłowa.

- No to musimy chyba wysłać Frankowskiego. Daj mi telefon, to z nim pogadam. Że też wcześniej na to nie wpadliśmy... Wstyd.

- - - - - - - - -


Było mu wstyd przyznać się do tego nawet przed sobą, ale dobrze się czuł, kiedy był sam. Nie, żeby cieszył się z jej śmierci, lecz nie przeżył tego wydarzenia tak ciężko, jak mógłby ktoś się spodziewać. Minęło już sporo dni i on oczywiście pamiętał o niej, ale nie tęsknił za bliskością. Było mu dobrze usiąść w samotności w ulubionym fotelu i podumać. Tak po prostu, myśleć o wszystkim i o niczym. Móc tak sobie tylko być przez dłuższą chwilę. Przy niej nie można było sobie na to pozwolić. Zajmowała wszystkie myśli i czas swoją osobą. Czuł się tym tak przytłoczony, że tracił chęć do robienia czegokolwiek w domu. To pewnie dlatego zajął się literaturą. Nie dość, że mógł przez chwilę znaleźć się w innym świecie, to jeszcze musiał skupiać całą swoją uwagę na zrozumieniu treści w obcym języku. Tak. To go odprężało. Od jej śmierci jednak nie chwycił ani razu za rozpoczęty zbiór nowel Patricka Modiano "Des inconnues". Nie miał pojęcia, dlaczego całkowicie stracił zainteresowanie czytaniem. Co ciekawe, naszła go niedawno myśl, żeby wrócić do rzeźbienia. Zajmował się tym półprofesjonalnie za młodu. Nie sądził, że jeszcze do tego wróci, ale ta uparta chęć wyrzeźbienia czegoś powracała jak natrętna mucha. Poszedł więc do garażu, żeby zobaczyć czy zostały mu jeszcze jakieś narzędzia. Znalazł je schowane w jednym z kartonów. Szybko utworzył w myślach listę rzeczy, które będą mu potrzebne. Jutro się tym zajmę, pomyślał. Wrócił do domu i ponownie zagłębił się w fotelu. Czy ją kochał? Z pewnością tak, ale była dla niego po prostu zbyt doskonała. Czuł się przy niej momentami jak imbecyl. Jak stary cap, który tylko pierdzi i zostawia swoje rzeczy nie w miejscach do tego przeznaczonych. Zawsze uśmiechnięta i wyrozumiała, czasami tylko zamyślona. W takich momentach zawsze zastanawiał się, czy on czasem nie jest powodem jej milczenia. Życie z kimś takim może być piekłem. Na każdym kroku zdajesz sobie sprawę, że jesteś głupszy i gorszy. To dlatego, kiedy odeszła, nie cierpiał. Tylko czasami, szczególnie w snach, chciał cofnąć czas do chwili, w której się spotkali, by przeżyć tamten moment jeszcze raz. Poprawił się w fotelu i wciągnął głęboko powietrze do płuc. Najlepiej zasnąć i o niczym nie myśleć. Jak miło...

- - - - - - - - -


Miło jest wracać myślami do czasów swojego dzieciństwa. Zrobić sobie taką sentymentalną podróż do beztroskich chwil. Dzieciństwo bywa miłym wspomnieniem, a nawet jeśli nie wszystkie wspomnienia są pozytywne, to świadomość istnienia własnej przeszłości daje człowiekowi oparcie i pewną stabilizację w życiu. Kiedyś wydawało mi się, że moje dzieciństwo było paskudne, ale kiedy już wykaraskałam się z depresji, to zaczęłam skupiać się na dobrych rzeczach, które mnie w przeszłości spotykały. I tak właśnie z perspektywy czasu sądzę, że moje dzieciństwo było całkiem niezłe porównując je do tego co dzieje mi się teraz, bo to jest jakiś koszmar. Śmierć bez utraty świadomości. Śmierć totalna w sercu i umyśle ukochanego człowieka, którego ty nadal kochasz, a on cię ma nie powiem gdzie, bo nie wypada.

Ojciec mój był kolejarzem. Jeździł pociągami czym wzbudzał zazdrość moich kolegów. To, czego oni nie wiedzieli to fakt, że mój ojciec jeździł na krótkich dystansach, a to, że rzadko bywał w domu to przez jego zamiłowanie do alkoholu. Wydaje mi się, że wstydził się przed mamą swojego uzależnienia więc upijał się nie wiadomo gdzie, a wracał do domu gdy wytrzeźwiał. Mama się z tym pogodziła. Wydaje mi się, że wolała, by jego córki nie widziały go w takim stanie, a że bywał drażliwy jak nie pił, to jego nieobecność w domu była wręcz przez nią pożądana. Ojciec krytykował obiad, nasz ubiór, program w telewizji i dosłownie wszystko, co tylko nadawało się na komentarz. Nazywał wszystkich idiotami i zapraszał do siebie na naukę. Mama nauczyła się to tolerować i czasami tylko mruczała coś pod nosem na tyle cicho, że nikt nie był w stanie usłyszeć co. Ojciec zmarł zimą na stacji kolejowej czekając na pociąg jadący w przeciwną do domu stronę. Znaleziono go dość szybko, ale był już martwy.

Muszę przyznać, że w czasie mojego dzieciństwa nie słyszałam ani jednej kłótni, ani nie widziałam ojca pijanego. Z zewnątrz wydawaliśmy się idealną rodziną. Zastanawiam się ile z tego całego wychowania przejęłam ja. Chyba dużo, bo zawsze chciałam, żeby mój dom był idealny, nawet gdy zaczęło to mnie przerastać. W zasadzie za całe to moje załamanie nerwowe i późniejszą depresję mogę chyba sobie samej podziękować. Postąpiłam zupełnie tak jak moja mama, która godziła się na wszystko byleby tylko nie zakończyć związku.

To, że z siostrą ukończyłyśmy po dwa fakultety, to zasługa naszej mamy, która gnała nas do nauki i pałała dumą, kiedy osiągałyśmy, jedna po drugiej, wybitne, jak na środowisko wiejskie wyniki. Była też ostrym krytykiem naszych wytworów. Pomimo braku wykształcenia, miała rozległą wiedzę na tak różne i zaskakujące tematy, że była w pewnym okresie naszego życia prawdziwym guru dla nas. Czytała bardzo dużo i miała tak dobrą pamięć, że po kilku nawet latach była w stanie bezbłędnie wskazać w książce konkretny fragment tekstu.

W szkole średniej uczyła się razem z nami i odpytywała na bieżąco, co skutkowało najlepszymi ocenami w powiecie i niechęcią społeczności uczniowskiej. Zawsze byłyśmy bardzo podobne do siebie, co zmieniło się jakieś dziewięć dni temu, bo one nadal są podobne, a ja jestem już sztywna, zimna i fioletowa od plam opadowych. Nawet nie próbuję sobie wyobrażać jak wyglądam, bo bez tego wiem, że nieszczególnie i że ta sytuacja będzie się pogarszać. Niestety.