Jesteś tutaj » Publikacje » Znieczulenie » Rozdział 4
Rozdział 4

Siedzę w fotelu w salonie i czytam ogłoszenia lokalne. Potrzebuję mebli do dziecięcego pokoju. Znajduję używane w Grucznie i Chełmnie. Nikodem podchodzi do mnie.

- Mamo? - mówi. - Masz trochę czasu?

Zapisuję strony w "Ulubionych". Potem się przyjrzę.

- Tak, synku. O co chodzi? - pytam.

Patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, jak szybko czas przemyka między palcami. Jak woda w strumieniu górskim, albo wiatr nad morzem. Z minuty na minutę moje "teraz" zamienia się na "wtedy", a "tu" staje się "tam". Pamiętam dzień, w którym się urodził. Nigdy w życiu tak się nie bałam. Miałam raptem dwadzieścia lat i chyba nie byłam gotowa na macierzyństwo. Patrzyłam na to niemowlę, które darło się w szpitalnym łóżeczku i nie miałam pojęcia, co z nim zrobić. Ani co zrobić ze sobą, albo gdzie się schować. Piotr natomiast poczuł wiatr w żaglach. Brał malca na ręce i rozmawiał z nim godzinami. Uśmiecham się. Jeżeli jestem dobrą matką, to tylko dzięki twojemu tacie, synku.

- Nie potrafię narysować tego budynku. Wychodzi mi strasznie krzywo - Nikodem pokazuje mi obrazek.

- No co ty mówisz - protestuję. - Śliczny jest.

- Nie. Wcale nie - kręci głową. - Pani nam to dała - podaje mi zdjęcie budynku szkoły. - Mamy to przerysować. A tutaj jest za szeroko. I krzywo, a ma być prosto.

- Dla mnie jest pięknie - mówię. - Ale jak chcesz, to coś ci pokażę.

Podaję mu swój tablet.

- Wrzucimy to zdjęcie do pamięci. Zobacz, tu jest taka aplikacja. Teraz możesz rysować po zdjęciu. Widzisz? Jak coś będzie krzywo to cofnij i narysuj jeszcze raz.

- Ale ekstra! - Niko jest zachwycony. - Kocham cię, mamusiu.

- Buziaka poproszę - łapię go za rękę.

- O rany! - Robi zrezygnowaną minkę, ale oczy mu się śmieją.

Przytulam go do siebie.

- Ja też cię kocham. Jak nie wiem co.

- - - - - - - - -


Dzień zapowiada się pięknie. Siedzę na tarasie, piję mrożoną herbatę. Piotr z Nikodemem pojechali na lody. Cisza, spokój i czyste lenistwo. W zlewie kwitnie trochę naczyń po śniadaniu. Rozmnażają się na nich bakterie. W tej chwili w zlewie powinno ich być jakieś piętnaście tysięcy na centymetrze kwadratowym. Za dziesięć minut, w tej temperaturze podwoją swoją liczbę. Dam im pół godziny. Jak ich będzie dwieście tysięcy, to się nimi zajmę. Świetnie jest mieszkać na wsi. Z dala od ludzi. Bez sąsiadów remontujących mieszkanie od świtu do zmierzchu. Bez huku trzaskających drzwi na klatce schodowej i zapachu moczu w piwnicy. Niedługo skończą się wakacje i będę musiała wrócić do pracy. W przyszłym tygodniu zaczynają się poprawki i rady pedagogiczne. Plany, rozkłady, konspekty. Lepiej zacząć już teraz, bo wrzesień może być ciężki. Tak to już jest. Urlop i od razu harówa. Żadnego okresu przejściowego. Od czasu operacji rzadko widywałam ludzi. Miesiąc spędziłam w Gdańsku w Instytucie. Piotr i Nikodem mnie odwiedzali, ale niestety, ja nie mogłam stamtąd wyjść. Teraz jestem w domu i jest cudownie. Rozglądam się wokoło. Ciągle muszę ćwiczyć. Muszę się nauczyć wydobywać informacje natychmiast. W ułamku sekundy. Ciągle jeszcze jestem za wolna. Rybarski chce, żebym miała dostęp do wszystkich informacji w czasie maksymalnym 0,3-0,4 sekundy. W czasie ostatniego badania mój średni czas to 0,97. To i tak znaczny postęp, ale jeszcze nie satysfakcjonujący. Przynajmniej dla doktora.

Słoneczko grzeje. Wiek: 4600000000 lat; średnia odległość od Ziemi: 149600000 kilometrów, to jest: 8 minut i 19 sekund świetlnych; wielkość gwiazdowa absolutna: 4,8m; średnica kątowa tarczy widziana z Ziemi: w peryhelium 0o32'31", w aphelium 0o31'27".

Wiaterek lekko zawiewa. Typowa bryza leśna, a w zasadzie polna, żeby już być super precyzyjną. Nareszcie mogę odetchnąć czystym, zdrowym powietrzem. Azot, tlen, argon, dwutlenek węgla, neon, hel, metan, krypton, wodór, ksenon.

- - - - - - - - -


Jestem coraz bieglejsza. Rybarski jest bardzo zaabsorbowany. Najchętniej nie dawałby mi w ogóle czasu na odpoczynek.

- Jaques Chirac był Prezydentem Republiki Francuskiej pełne 12 lat.

- Fałsz - odpowiadam.

- Jaka jest poprawna odpowiedź?

- Jaques Chirac był Prezydentem Republiki Francuskiej 11 lat i 364 dni.

Same obliczenia nie sprawiają mi już wielkiego kłopotu. Gorzej mi idzie z łączeniem faktów i wyciąganiem wniosków. Myślę, że to dlatego, że mam za dużo danych i dopuszczam zbyt dużo możliwości. To tak, jakbym miała trzy produkty, na przykład mleko, mąkę i jajko, i zamiast po prostu zrobić naleśniki, myślałabym o tym, jak brzmi słowo naleśnik we wszystkich językach świata i zastanawiała się czy czasem nie zrobić klusek kładzionych.

- Jaques Chirac był Prezydentem Republiki Francuskiej 4378 dni - beznamiętny głos doktora wyrywa mnie z zamyślenia.

- Fałsz.

- Jaka jest poprawna odpowiedź?

- Jaques Chirac był Prezydentem Republiki Francuskiej 4382 dni.

- Jak to obliczyłaś?

- Jaques Chirac był Prezydentem od 17 maja 1995 roku do 16 maja 2007 roku. To jest 11 lat z czego trzy przestępne 1996, 2000 i 2004. To daje 8 razy 365 plus 3 razy 366 plus 364 dni liczone od 17 maja do 16 maja. To daje 2920 plus 1098 plus 364. Razem 4382 dni. Możemy już skończyć na dzisiaj? Jestem zmęczona. Jeszcze nie do końca radzę sobie z komendami.

- Wiesz, że musisz ciągle ćwiczyć - Rybarski jest nieustępliwy.

- Wiem - mówię - I będę. Obiecuję.

- No dobrze. Jeszcze tylko jedno - przegląda przez chwilę swoje notatki. - Ernest Hemingway. "Komu bije dzwon". Książka i Wiedza. 1987. Przekład Bronisław Zieliński. Strona 337. Wiersze od 19 do 21.

- "Zszedł ze skały i kiedy wskoczył na siodło, dał starej Bess tak mocno ostrogami, że zaczęła kozłować niczym koń na biegunach. Przepędził ja wzdłuż brzegu jeziora i kiedy się uspokoiła, zawrócili do domu."

- W porządku - uśmiecha się szeroko. - Możemy dzisiaj już skończyć tym miłym akcentem.

- Dziękuję - mówię. - Przyda mi się trochę wolnego.

- - - - - - - - -


Siedzę na kocu pod zamkiem. Piknik rodzinny. Jest cała klasa Nikodema z rodzicami i kilkoro nauczycieli. Na dużym stole porozkładane specjalności pań domu. Każda coś przyniosła. Moja drożdżówka z twarogiem jak na razie nie cieszy się wielką popularnością, ale się nie przejmuję. Drożdżówki mają to do siebie, że najlepiej smakują na zakończenie imprezy. Teraz wszyscy rzucili się na sałatki i kiełbasy z grilla. Udany piknik. Pogoda piękna jak na październik. Rozglądam się za Niko. Jest. Biega z kolegami za piłką. Uwielbia grać w nogę. Zapisałam go do klubu i jeździmy trzy razy w tygodniu na treningi na Halę Widowiskowo - Sportową. Powinnam trochę porozmawiać z rodzicami, ale jakoś nie mogę się zebrać. Ostatnio nadziałam się na jakąś paskudną matkę, która przez godzinę opowiadała mi o tym, jak to jej synuś nie lubi jeść zupek i co ona musi robić, żeby zjadł szparaga. Matko! Nie mogłam się od niej oderwać. Uśmiecham się na to wspomnienie. Dzisiaj też przyszła. Stoi koło innej matki, która wydaje się mieć bardzo nieszczęśliwą minę. Wiem, co czuje. Zaraz do kogoś zagadam, bo powiedzą, że jestem aspołeczna. Spoglądam w górę. Nade mną wznosi się wieża zamku krzyżackiego. Jak tu było kiedyś? Mam w folderze wrzucony sztych Erika Dahlbergha z 4 października 1655 roku. Zamek na planie prostokąta z wieżami na rogach. Mury obronne wokół. Całość otoczona wodą. Na górze obrazka napis "Vistula Fluvius", w dole "Schwartz Wasser", łączące się wodami po lewej stronie. Po prawej pewnie sztuczny kanał z jakimś mostem. A może to jest grobla? Nie, przeglądam inne obrazy. To jest most. Znalazłam inny rysunek. Tu jest jeszcze potężna wieża przy moście. Rybacy na rzece łowią ryby ciągnąc sieć. Na brzegu stoi dwóch mężczyzn. Na ramionach peleryny i szable u pasa. Przesuwam wzrokiem po budynku. Tak wygląda gotyk. Praktycznie zamek został wybudowany w 15 lat - od 1335 do 1350 roku. Niesamowite. Musiał wyglądać imponująco w czternastym wieku. Wszystkie zabudowania postawiono na planie kwadratu. 51 metrów z każdej strony. To daje obszar wielkości 2601 metrów kwadratowych. Brama wjazdowa od zachodu. Przedzamcze. Dwa prostopadłe skrzydła zamku. Część główna od strony Wdy. Szeroka na 13 metrów. Trzy piętra. Piwnica. Kaplica. Refektarz. Dziedziniec 26 na 26 metrów, czyli 676 metrów kwadratowych, wokół krużganki. Wszystko otoczone murem z basztami. Trochę przysadziście to wszystko wygląda. Nie ma tu miejsca na finezję, ozdoby i lekkość. Dominuje funkcjonalność i militarne zastosowanie. Ciekawe, jak musiało wyglądać życie braci krzyżackiej? Wyszukuję informacje o Henryku von Plauen. No to już wiemy, że mieli ciężko. Imć Henryk nie był aniołem. Niemniej, przysłużył się Zakonowi, broniąc Malborka po bitwie pod Grunwaldem.

- Przepraszam - jakiś głos wyrywa mnie z zamyślenia. Podnoszę wzrok. To wychowawczyni Nikodema.

- Witam, pani Asiu - podnoszę się z koca i uśmiecham szeroko.

- Zapraszamy na kiełbaski - mówi.

- Już biegnę - odpowiadam. - Nie ma to jak dobra kiełbaska z grilla.

- Właśnie.

Śmiejemy się i razem podchodzimy do grupy kobiet stojących w kręgu przy stole.