Jesteś tutaj » Publikacje » Pokuta » Marzena
Marzena

Pokuta - próba pierwsza

Cześć Tadeusz,

Kocham cię i zawsze cię kochałam.

Marzena



Pokuta - próba druga

Cześć,

Nie wiem, dlaczego każą mi pisać do ciebie list. W zasadzie, ja wcale nie chcę iść do tego pieprzonego nieba. Tam się tylko modlą i śpiewają pieśni. Modlenie się nie jest dla mnie, a pieśni śpiewają takie, co ja nie lubię.

Marzena



Pokuta - próba trzecia

Cześć,

Dzisiaj nic nie piszę, choćby mnie mieli kroić. Koniec i kropka. Nie mam nic do powiedzenia. Nikomu.

Wypięta na wszystkich -

Marzena



Pokuta - próba czwarta

Cześć,

NIC NIE NAPISZĘ!!! Możecie tu łazić koło mnie, a ja i tak nic nie napiszę. To nie ma nic wspólnego z tobą, Tadeusz. Ja po prostu nie lubię, jak się mnie zmusza.

Pa!



Pokuta - próba piąta

Hej,

Oni myślą, że jak mnie będą ignorować, to mnie złamią. Takiego wała. Jeszcze nikt nigdy w życiu mnie nie złamał. Napiszę, jak będę chciała. A na razie nie chcę.

Marzena



Pokuta - próba szósta

Mówię ci, jacy oni są upierdliwi. Szczególnie taki jeden, co to niby opiekę nade mną sprawuje. A mówiłam ci już, że oni w ogóle nie mają skrzydeł? I wcale nie są tacy piękni. Nudzę się! NUDZĘ SIĘ!! NUDZĘ!!!

Marzena



Pokuta - próba siódma

Hej,

No dobra... Może i coś napiszę, ale nie dzisiaj, bo dzisiaj mi się nie chce. Może jutro, ale wątpię.

Marzena



Pokuta - próba ósma

Witaj ponownie,

Cały czas zaglądają mi przez ramię i pilnują, czy coś się pojawia na kartce. Mówię ci, kosmos! Wygląda na to, że nie pozwolą mi odejść od tego biurka, dopóki czegoś nie wysmaruję. Będę tu siedziała całą wieczność - to taki żarcik jest. Myślałam na początku, że mam ci wyznać miłość i po sprawie. Ale chyba nie o to im chodzi. W zasadzie nie wiem, o co im chodzi. To jest jakaś totalna głupota. No dobra. Jak już zaczęłam pisać, to widzę, że to wcale nie jest takie złe. Przynajmniej nie jest tak nudno. Co by tu... Co tam u ciebie słychać? Myślałam, że mnie to wcale nie interesuje, ale teraz sobie myślę, że może jednak. Jak już piszę ten list, to co mi szkodzi zapytać. Co u Marysi? Jest już pewnie duża. Ile to lat minęło? Dziesięć? Jakoś tak. To będzie teraz miała dwadzieścia trzy lata. Mieszka z tobą? Wyszła za mąż? A Tomek? Chodzi już pewnie do gimnazjum. Pewnie ma same piątki, bo taki mądrala był jako bobas. A ty? Znalazłeś sobie w końcu jakąś pannę? Pewnie, nie, bo zawsze byłeś nieśmiały do kobiet. Nie wiem, co pisać. Łażą tu koło mnie i uśmiechają się cały czas, jakby nie mieli nic innego do roboty. Jakbym wiedziała, co pisać, to bym napisała i koniec. Ale nikt nie chce mi powiedzieć. Mam podobno sama do tego dojść. Dobre sobie. Jestem już tutaj dosyć długo. Nie wiem ile, bo nie mierzą czasu, ale zdążyłam się już porządnie wynudzić. Nie ma z kim pogadać. O imprezowaniu - zapomnij! Nikt nawet na siebie nie spogląda. Chciałam zagadać do takiej jednej, ale odwróciła się i odeszła. Istny dom wariatów. Jak jakiś wpadnie w apatię, to go zabierają i już nie wraca. Muszę pamiętać: żeby nie wpaść w apatię. Nigdy nie wiadomo gdzie by mnie wywieźli. Może w jeszcze gorsze miejsce. Mówię ci, horror! No dobra. Do następnego razu, bo coś czuję, że będę jeszcze musiała do ciebie pisać.

Marzena



Pokuta - próba dziewiąta

Hej,

To znowu ja. Jeden taki anioł mi powiedział, że czasami każą ludziom pisać spowiedź. Dobre sobie. A z czego niby ja mam się spowiadać? Przecież nie zrobiłam niczego, czego inni ludzie nie robią. Czy ja kogoś zamordowałam? I dlaczego mam się TOBIE spowiadać? Wyraźnie powiedzieli przecież, że mam pisać do ciebie. A ciebie przecież też nie zamordowałam! To z czego ja mam się tobie spowiadać? Nie widzieliśmy się dziesięć lat, więc nie mogłam ci przez ten czas zrobić nic złego. A wcześniej? Zależy, jak na to patrzeć... Wcześniej też nic takiego złego się nie stało. Dostałeś ode mnie wszystko, co chciałeś. Dzieci chciałeś - dostałeś. Uśmiechałam się do ciebie nawet wtedy, jak mi się nie chciało. Zakupy robiłam. Nawet ci koszule prasowałam, jak musiałeś iść do sądu. Nie miałeś co narzekać. A potem? Potem moja mama przecież ci pomagała. Mówiła mi. Dzwoniłam kiedyś do niej, to wiem. Źle z nią nie miałeś. Wiem, że moja matka potrafi być upierdliwa, ale za to dobrze gotuje i non stop sprząta. Jest w tym dużo lepsza ode mnie. Więc nie masz co narzekać. Dzieci ci oprała, ugotowała i posprzątała. Żyć nie umierać. To z czego ja niby mam się spowiadać?

Pa,

Marzena



Pokuta - próba dziesiąta

Hej,

Dzisiaj mi taki jeden powiedział, że jeśli masz dostać ten list, to musisz nie żyć. Oni podobno nie dostarczają wiadomości żywym. A przecież ty żyjesz, prawda? Kto jak kto, ale ty byś nie zostawił dzieci. Dociągniesz do setki, jak twój tatuś. Ten to miał zdrowie do wkurzania innych! Z tego wynika, że mojego listu i tak nie przeczytasz, więc mogę ci napisać, co mnie boli. Mam pisać? Proszę bardzo. Pamiętaj, że to nie był mój pomysł. Kazali pisać, więc piszę. Żeby potem nie było na mnie. Od czego mam zacząć? W porządku. Z grubej rury polecę. Niech sobie to aniołki czytają, jeśli mają takie życzenie.

Po pierwsze, wkurzałeś mnie. Tym swoim łażeniem za mną, i pytaniem, co mi jest, i parzeniem herbatki. Boże, jak ja tego nienawidziłam. Musiałam udawać zadowoloną, bo nie mogłam znieść tego twojego przymilania się. A ja chciałam tylko, żebyś mnie zostawił w spokoju. Chciałam przez chwilę pobyć sama, żeby mi nikt nie przeszkadzał. Zamknąć się w pokoju. I żeby dzieci nie ryczały i twój ojciec nie zrzędził.

Po drugie, nie mówiłeś nigdy, że ładnie wyglądam. Tylko ciągle „zakryj nogi”, „dekolt masz za duży” i takie tam. Inni byliby zadowoleni, że jest na co popatrzeć, a tobie to przeszkadzało. Pamiętam, jak raz kupiłam sobie seledynową kieckę. Założyłam te korale, co dostałam od ciotki Marioli i buty na wysokim obcasie, i poszłam na miasto. Jeden facet podszedł do mnie i powiedział: „Brałbym cię tak, jak stoisz. Taka jesteś smakowita”. Widzisz. Można? Można. Tobie by takie coś przez gardło nie przeszło. A potem się dziwisz, że żona od ciebie odchodzi.

Po trzecie, ty w ogóle nie masz ambicji. Tyle razy ci mówiłam, że masz zmienić pracę. Za tysiąc pięćset miesięcznie chciałeś rodzinę utrzymać? A miałeś przecież tyle możliwości. Co z tego, że ta praca cię satysfakcjonowała, że robiłeś to, co lubisz? No co? Ty się świetnie bawisz, a rodzina w nędzy. A twój ojciec? Tę swoją emeryturę mógł sobie w tyłek wsadzić, bo mnie nie było potrzebne jego gadanie, że nas od śmierci głodowej ratuje i żeby nie on, to byśmy piach z podwórka jedli. Stary dziad. Ty wychodziłeś do pracy, a ja musiałam tego słuchać. A wystarczyłoby, żebyś zmienił pracę. Moglibyśmy zostawić ten dom i wynająć sobie coś w mieście. Marysia miałyby szkołę pod nosem, Tomka dałabym do żłobka, a ja przynajmniej miałabym jakieś rozrywki. A tak, siedziałam całe dnie w domu ze starym dziadem. No i jeszcze do tego chciałeś, żebym założyła ogródek. Ja niby miałam grzebać w ziemi??? Jak ja bym potem te ręce doczyściła? I jeszcze z małym dzieckiem? Twój tatuś taki mądry, to mógł się bawić w działeczkę, ale ja nie mam do tego ręki. Mnie rośliny nie lubią.

Po czwarte, ten twój palec u nogi. To było straszne. Patrzyłam na ciebie i od razu mi się ten palec przypominał i jak ja miałam się z tobą położyć do jednego łóżka? Ale przecież ci nie mogłam o tym powiedzieć, bo jeszcze byś był w stanie sobie go uciąć. Wiem, że to nie za bardzo twoja wina, ten palec, ale ja nic na to nie mogę poradzić, że mnie brzydzi. Matko, co to było za życie z tobą. Nie chce mi się już o tym gadać. Cześć.

Marzena



Pokuta - próba jedenasta

No dobra... Wydaje mi się, że będę musiała pisać te cholerne listy w nieskończoność. W takim razie przyznam ci się do tego, dlaczego odeszłam. Tomek zachorował i mieli robić badania, bo podejrzewali, że przeszczep może wchodzić w grę. Spanikowałam. Nie chciałam na ciebie patrzeć, jak się dowiesz, że nie jest twoim synem, bo na takich badaniach to wychodzi, nie? Pisałam ci o tym facecie, co mnie zaczepił na mieście? No wiec, spotkałam się z nim parę razy. I jakoś tak... Przecież nie mogłam ci powiedzieć, bo się tak cieszyłeś, że będziesz miał kolejne dziecko. Zawsze chciałeś mieć tych dzieci całe stado. Nie wiem, co ty tak szalejesz za tymi małymi wyjcami. Ja to wolę takie większe. Jak już można z nimi pogadać. Jak potrzeba, to można do sklepu wysłać, czy mogą ci coś podać, jak za daleko położone. A takie małe tylko ryczy i wisi ci przy cycku. Koszmar jakiś. No więc odeszłam. I dobrze. Bo ja się nie nadaję na matkę, chociaż co rusz ktoś mi jakieś dziecko wkłada w brzuch.

Marzena



Pokuta - próba dwunasta

Witaj,

Patrzą tu na mnie jakoś inaczej, przyjaźniej a nie jak na jakiegoś dziwoląga. Pewnie czytają te moje listy i widzą, jakie przechlapane miałam życie. Chociaż może sama sobie na to zasłużyłam? Nie wiem, czy wiesz, co robiłam po odejściu od was. Wcale nie miałam tak różowo, jak się zanosiło. Na początku czułam się wolna. Taka cholernie wolna! Jakbym zrzuciła z siebie jakiś plecak ze stelażem. Bez żadnych obowiązków i kłopotów na głowie. Było mi tak dobrze, że nawet chciałam do ciebie zadzwonić i ci o tym powiedzieć, ale potem pomyślałam, że to by jednak było przegięcie. A zresztą, nie chciałam, żebyś mi płakał i błagał, żebym wróciła. Potem przyszło dziecko i już nie mogłam wrócić, chociaż wszystko mi się w życiu pokaszaniło. Ale chyba i tak bym nie wróciła, bo nie chciałam, żeby twój kochany tatuś patrzył na mnie jak na pierwszą lepszą. Tak. Miałam dziecko. Chłopca. Nieważne z kim. On i tak już nie żyje, bo się zachlał na śmierć jak świnia. Nie ma o czym mówić. Kuba był ze mną. Cały czas. W sumie, jak sobie pomyślę, to i tak najlepiej było mi z wami. Przynajmniej wiedziałam, gdzie jest moje miejsce na ziemi. Możesz czuć satysfakcję. Tak. Dostałam za swoje. Nie chce mi się więcej o tym gadać. Cześć!

Marzena



Pokuta - próba trzynasta

Hej,

Tak sobie tutaj siedzę i myślę, i dochodzę do wniosku, że nie jesteś złym człowiekiem. Brak ci może trochę luzu. Czy myślisz, że nam nie wyszło, bo byliśmy niedopasowani do siebie? A może ja po prostu za wcześnie miałam dzieci? Albo w ogóle nie powinnam ich mieć? No i jeszcze ten twój tatuś, który mnie zupełnie nie akceptował. Jak na niego patrzyłam, to od razu miałam ochotę robić mu na złość. W domu też mi się nie chciało nic robić, bo i tak wszystko było źle. Dziadyga parchaty. „Do niczego się nie nadajesz” - mówił. Miałam tego serdecznie dość. No tak, ale po jakimś czasie też dostał ode mnie w kość. Kiedyś mu naplułam na kanapkę. Sam ją sobie zrobił i aż cmokał, jak zajadał. Ale się naśmiałam! Chociaż teraz, to mnie wcale nie śmieszy. Tak sobie myślę, że gdybym może trochę zmieniła nastawienie, to byłoby inaczej. Nie wiem. Co ja mogę za to, że mam rozrywkowy charakter, a dzieci mnie po prostu nie kręcą? Całkiem dobrze byłoby nam razem, gdyby nie pewne okoliczności, prawda? Pamiętasz, jak pojechaliśmy na tydzień nad morze? Było extra. Coś, czego się nie zapomina. Siedzenie w nocy na plaży, w ciemnościach i słuchanie szumu morza. Niezapomniane. Czasami w nocy mi się to śniło. A potem dzień za dniem to samo. Dzieci, dom i twój ojciec. Koszmar. To nie dla mnie. W zasadzie, jak sobie tak pomyślę, to dochodzę do wniosku, że byłeś jedynym facetem, którego kochałam. Tylko, że dość szybko mi przeszło. A cały problem w tym, że tobie nie.

Marzena