Jesteś tutaj » Publikacje » Pokuta » Tadeusz
Tadeusz

Witaj Marzenko,

Otrzymałem od ciebie hurtem wszystkie listy, które do mnie pisałaś. Na początku nie mogłem uwierzyć, w to, że napisałaś do mnie. Chyba byłem w poważnym szoku. Kiedy przeczytałem pierwszy, to byłem wręcz pewny, że nie ty byłaś autorem. "Kocham cię i zawsze cię kochałam" - nigdy w życiu byś tak nie powiedziała. Wiem to. Dopiero kiedy przeczytałem drugi list, uwierzyłem. Bo chyba nie miałaś innego wyjścia, prawda?

Ósmy list mnie bardzo zdenerwował. Zostawiłaś dzieci. Przez dziesięć lat nie zainteresowałaś się, co u nich słychać, a teraz naraz pytasz o nie, bo nie wiesz, co pisać? Byłem wściekły. Muszę ci powiedzieć, że wszystkie te listy, to była dla mnie bardzo trudna lektura, ale wydaje mi się, że zacząłem cię nieco rozumieć, kiedy dotarłem do dziesiątego listu. Wcześniej wydawało mi się po prostu, że mnie nie kochasz i to, że mnie zostawiłaś, byłem w stanie zrozumieć. Natomiast to, że zostawiłaś dzieci, było dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Myślałem, że każda kobieta ma w sobie instynkt macierzyński, a ty pokazałaś, że jednak nie każda. Teraz, jednak, patrzę na to nieco inaczej. Wydaje mi się, że całe nasze życie z miłością nie mało wiele wspólnego. Przynajmniej z twojej strony. Nie wiem, jak to jest. Nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że ty sama niewiele możesz na to poradzić. To tak, jakbyś nie miała w sobie umiejętności kochania. Dlaczego miałbym cię w takim razie winić za to, co się stało? Doceniam to, że w końcu zdobyłaś się na szczerość. W takim razie, ja też będę z tobą szczery.

Cały czas wydawało mi się, że jeżeli będę dla ciebie dobry i będę całym sobą dawał ci odczuć, że mi na tobie zależy, to w końcu obudzę w tobie uczucia, albo chociaż wytworzę nić, która spowoduje, że zacznie ci na nas zależeć. Teraz już wiem, że nie miało to żadnego sensu. Boli mnie to, bo wiem, że miałaś wiele możliwości, które zaprzepaściłaś. Jesteś piękną kobietą. Masz niesamowite poczucie humoru. Twoje możliwości intelektualne są dużo powyżej przeciętnej. A jednak dałaś się w swoim życiu obezwładnić totalnemu lenistwu. Nie rozumiem tego. Ja musiałem o wszystko walczyć. O ciebie, dzieci, pracę, pieniądze i dom. Wszystko przychodziło mi z wielkim trudem. Ty miałaś te rzeczy podane jak na tacy. Kiedy ja uczyłem się na pamięć punktów regulaminu warsztatu, ty tylko zerknęłaś na kartkę, a potem się ze mnie śmiałaś, że czegoś nie wiem. Widzisz? Jest między nami kolosalna różnica i to właśnie mnie w tobie najbardziej pociągało. Jednak, nie mogę zrzucać na ciebie odpowiedzialności za nasz związek i nasze dzieci, ponieważ od samego początku wiedziałem, w co się pakuję.

Czuję się w obowiązku napisać ci jeszcze, co porabiają nasze dzieci. Marysia studiuje zaocznie i pracuje. Zarabia na czesne, a tato daje jej pieniądze na drobne wydatki. I nie zrzędzi przy tym. Bo wiesz, co by nie powiedzieć o moim ojcu, to on lubi, kiedy ludzie się kształcą. I bardzo kocha Marysię. Jeśli chodzi o twoją mamę, to pomaga i owszem. Przyjeżdża w weekendy. Jestem jej wdzięczny, bo oferowała się, że będzie przyjeżdżać częściej. Tylko, że ja stwierdziłem, że dam radę sam się zająć domem. Nie chciałem jej robić więcej kłopotu, niż to konieczne. I jakoś mi się udawało. Wcześniej też pomagałem ci w domu, prawda? Tomek ma już dwanaście lat. Skończył właśnie podstawówkę. Bardzo dobrze się uczy. Jest niesamowicie zdolny, jeśli chodzi o przedmioty ścisłe.

Tato nadal daje nam się wszystkim we znaki. Kiedyś mu powiedziałem w nerwach, że przez niego odeszłaś. Śmiertelnie się na mnie obraził i nie odzywał się do mnie przez jakieś dwa tygodnie. Od tego czasu przestał o tobie wspominać i kłótnie się skończyły. Ale nadal pokazuje rogi, kiedy ma zły dzień.

Marysia bardzo przeżyła twoje odejście. Było mi ciężko patrzeć na nią, jak cierpi. Tomek natomiast szybko o tobie zapomniał. Ile wtedy miał? Półtora roku? Góra - dwa lata. Zresztą, chyba nie miałaś z nim zbyt dobrego kontaktu. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Marysia była bardzo przygnębiona przez jakiś czas. Zamykała się w pokoju i nie chciała ze mną rozmawiać. Czas jednak leczy rany i w końcu było lepiej. Jednak muszę przyznać, że do dziś ma z tobą problem. Nie ma pojęcia, co o tobie myśleć. Powiedziała mi kiedyś, że sama już nie wie, czy wolałaby, żebyś z nami była, czy żeby cię nigdy nie poznała.

Co do tego, czy Tomek jest moim synem, to nie chcę o tym rozmawiać. Zawsze podświadomie podejrzewałem, że jest taka możliwość, ale nie chciałem w to wierzyć. Co do jego zdrowia, to żaden przeszczep nie był konieczny.

O twoim synku, Kubie, dowiedziałem się jakieś trzy lata temu. Przypadkowo. Irena widziała cię z nim na targowisku pod Warszawą. Podobno słyszała, jak mówi do ciebie "mamo". W każdym razie, kiedy tylko dowiedzieliśmy się o twojej śmierci, twojej mamie udało się zabrać go do siebie. Możesz mi wierzyć, że jest teraz w dobrych rękach.

Wszyscy, mam nadzieję, są w dobrych rękach, bo widzisz… ja już na pewno nie "dociągnę do setki jak mój tatuś". Okazuje się, że chyba znaleźliśmy się w podobnej sytuacji. Myślę, że Marysia ma oko na Tomka, a babcia z dziadkiem na wszystkich.

Nie wiem, co o tobie myśleć, Marzenko. Moje uczucie do ciebie jeszcze nie wygasło do końca. Wiem, że na twoje odejście złożyło się wiele rzeczy, i że nie mogę cię obwiniać za wszystko. Jednakże, mam do ciebie wielki żal, że nie chciałaś ze mną rozmawiać i wyjaśnić mi, o co ci chodzi. Może razem udałoby nam się dojść do porozumienia?

Jestem wdzięczny za te listy. Nie wiem za bardzo, komu mam dziękować, niemniej dziękuję. Nigdy wcześniej nie byłaś ze mną taka szczera. Żałuję, że nie napisałaś ich do mnie dziesięć lat temu. Wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Nie wiem, co się teraz z nami stanie, ale życzę ci jak najlepiej. Jeśli pozwolą mi zachować te listy, to będę je od czasu do czasu czytał i myślał o tym, jak potoczyłoby się nasze życie, gdybyśmy spróbowali się w siebie wsłuchać.

Powodzenia,

Tadeusz

PS: Te wakacje nad morzem, też są dla mnie najcudowniejszym wspomnieniem.


KONIEC